Maciej Pinkwart

Z perspektywy płaszcza

 

30 września 2021

Tutaj wersja video na YT

 

Zdziwienie Francuzów, Niemców, Włochów czy Belgów wobec postępowania polskiego rządu odnośnie do postanowień Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej czy Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu bierze się z ich zapóźnienia kulturowego: co prawda, nauczyli się od nas jeść nożem i widelcem, ale nie oglądali i nie zapamiętali słynnej frazy z polskiego filmu Miś, w której odpowiedzialny za garderobę klientów szatniarz w restauracji mówi nieśmiertelną frazę: Nie mamy pańskiego płaszcza. I co nam pan zrobi?

No, nic. W kwestii płaszcza nic nie zrobimy ani my, ani Unia. W dodatku, zarówno sfery rządowe, jak i opozycja popełniają podstawowy błąd sądząc, że nasze sprawy tak strasznie Unię obchodzą, że będzie reagować na każdą PiS-owską niegodziwość czy zaczepkę pod swoim adresem. Kiedy skończą się próby polubownego załatwienia sprawy - zapewne usłyszymy: to wasza sprawa, wasz rząd i wybór waszych obywateli. Dwadzieścia parę państw Unii Europejskiej ma dość poważnych problemów, żeby dłużej zajmować się tym, co się dzieje w polsko-węgiersko-słoweńskiej piaskownicy. Wasze sprawy musicie załatwić sami, przecież zdaje się jeszcze macie jakieś wybory?

Więc jak jest? Ano, tak: ktoś wam podgrandził rower. Nawet wiecie kto, więc idziecie na policję i składacie zawiadomienie o przestępstwie. Policja przyjmuje i po kilku dniach przesyła wam zawiadomienie o umorzeniu postępowania z uwagi na niewykrycie sprawców. Złodziej jeździ koło waszego domu ukradzionym rowerem. Idziecie do prokuratury i składacie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, jednocześnie skarżycie się na postępowanie policji, która mając podanego na talerzu przestępcę nie robi nic. Prokuratura zawiadamia was o niewszczęciu postępowania z uwagi na znikomą szkodliwość społeczną czynu. Władze policji nie odpowiadają na wasze pismo. Złodziej nadal przejeżdża codziennie obok waszego domu na waszym rowerze, w dodatku lży was wulgarnymi słowami. Zakładacie mu sprawę cywilną. Już po roku sprawa wchodzi na wokandę, półtora roku później sąd wydaje wyrok, nakazujący złodziejowi zwrot roweru lub jego równowartości i opublikowanie przeprosin na łamach lokalnej gazety. Złodziej nie robi nic. Zwracacie się do sądu. Sąd przekazuje sprawę prokuraturze. Prokuratura nie wszczyna postępowania. Złodziej umiera ze starości. Piszecie na Facebooku, o tym jaki to był, świeć Panie nad jego duszą, skurwiel, i że święty Piotr z obrzydzeniem wyrzuci go sprzed wrót niebieskich. Rodzina złodzieja zakłada wam sprawę o zniesławienie, w której zostajecie niezwłocznie skazani na przeprosiny i grzywnę, a miejscowa rada parafialna skarży was o obrazę uczuć religijnych, wskutek czego zostajecie skazani na prace społeczne i przez miesiąc codziennie musicie sprzątać kościół. Zmarły był członkiem grupy rekonstrukcyjnej „Cedynia 2021” i znanym działaczem Związku Hodowców Indyków. Nie wspominam, do jakiej partii należał, bo to oczywiste, zresztą cała historia jest zupełnie wymyślona. Przed laty przeszedłem podobną procedurę, ale do procesu nie doszło, zresztą złodziej z mojego podwórka ukradł mi tylko siodełko od roweru. W sumie jeździć się nadal dało, ale było uciążliwe i wywoływało różne podejrzenia.

Wcale nie musimy z wielką tromtadracją wychodzić z Unii, żeby wejść do Wspólnoty Państw Poradzieckich. Zapewne nie byłby to wielki marsz triumfalny pod przewodem episkopatu Polski, rodziny Radia Maryja, klubu poselskiego Prawo i Sprawiedliwość, prezesa Kaczyńskiego, ministra Ziobry, Kai Godek i maszerujących czwórkami służb jawnych, tajnych i dwupłciowych – choć w niejednej parafii odśpiewano by uroczyste „Te Deum” i odprawiono solenną nowennę dziękczynną. Po prostu wystarczy stosować dalej technikę „Misiowego” płaszcza, a już za kilka lat będziemy tylko formalnie funkcjonować po tej stronie Bugu. Hasło Bug, tumor i drożyzna stanie się równie popularne jak kiedyś slogan Balcerowicz musi odejść. Już dziś widać wyraźnie, że tracimy wspólny język z demokracjami Zachodu i będziemy w coraz większym stopniu myśleć cyrylicą. Państwa Unii Europejskiej, a przynajmniej znaczna ich część, nie potrafią zrozumieć, że władze jakiegokolwiek kraju głośno i bez żenady mówią, że nie zamierzają przestrzegać prawa unijnego, do przestrzegania którego zobowiązały się podpisując stosowne traktaty. W jeszcze większym stopniu nie zamierzają przestrzegać prawa polskiego. Obywatele zachodniej części Unii łamią prawo zapewne w podobnym stopniu jak mieszkańcy Unii wschodniej, ale nie wzorują się w tym na swoich rządach.

Kontrole NIK-u zostają bez reakcji. Wszelkiego rodzaju skargi na łamanie prawa przez ludzi PiS złożone do prokuratury kontrolowanej przez Ziobrę nie mają dalszego biegu. Wyroki polskich sądów, które nie odpowiadają władzy, nie są wykonywane. Wyroki instancji europejskich, jeśli rządowi nie pasują – uznawane są za nic nie warte i nie obowiązujące. Polski związek zawodowy zamierza zaatakować Trybunał w Luksemburgu, by zmusić go do zmiany prawomocnej decyzji. Polski rząd grozi zaprzestaniem wpłacania składki unijnej, jeśli Unia nie przestanie przyglądać się polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Unijne władze, zajmujące się ochroną granic Unii, nie będą wpuszczane w rejon polskich granic, które są granicami Unii. Żadnych kar nakładanych w jakichkolwiek sprawach na Polskę rząd nie będzie płacić - bo nie. Elektrownia w Turowie zamiast wody dla powiatu Liberec zaproponuje Czechom kupno po zniżonej cenie wody mineralnej, produkowanej przez firmę, popierającą polski rząd. Nie mamy pańskiego płaszcza, i co pan nam zrobi?

Czy trudno jest wyobrazić sobie sytuację, w której PiS przegrywa wybory, ale nie uznaje ich wyników? Prościzna. Najpierw obwieszczenie Komisji Wyborczej o rezultatach wyborów nie jest ogłaszane w Dzienniku Ustaw – klucz do drukarni ma dotychczasowy premier. W związku z tym PiS-owski prezydent nie powołuje nowego rządu. Potem stare ministerstwa, stara policja i stare wojsko nie dopuszczają nowych władz, wyłonionych w wyniku wyborów do wejścia na teren zajmowany przez poprzednie władze. I co, wyrzuci się Błaszczaka przy pomocy wojska, którym nadal będzie dowodził? Kamińskiego, ochranianego przez policję, która nie będzie miała nowego zwierzchnika? Dworczyka, którego jak niepodległości będzie bronił pewien dziennikarz ze znanej stacji radiowej? Gdyby w proteście jacyś obywatele wyszli na ulice, za budżetowe pieniądze zwiedzie się do Warszawy prorządowych związkowców w celu podpalenia sporej liczby opon i dania odporu protestantom. Stowarzyszenie „Marsz Niepodległości” uniesie prawice i również przystąpi do akcji. Kulturalni i praworządni obywatele pokrzyczą jeszcze trochę, policja zabierze im tekturki z ośmioma gwiazdkami, więc stwierdzą, że nie będą się kopać z koniem i pójdą na emigrację wewnętrzną. I co? I nic. Nie mamy pańskiego płaszcza…

Więc tymczasem zostaniemy tam, gdzie jesteśmy, ale pewno wkrótce się okaże, że z Unii nie dostaniemy żadnych pieniędzy (bo to co powinniśmy dostać, zostanie nam zabrane na poczet składki i niezapłaconych kar), nie dostaniemy pieniędzy postkowidowych (w ramach programu pieniądze za praworządność forsa spłynie, kiedy będzie praworządność, co nie nastąpi nigdy, bo oznaczałoby utratę władzy przez PiS, do czego nie dopuści Kościół, „Solidarność” Piotra Dudy oraz Trybunał Julii Przyłębskiej), więc Polska (nie rząd PiS, tylko Polska!) nie będzie też dopuszczana do jakichkolwiek gremiów decyzyjnych. Oczywiście, Kaczyński się obrazi i w efekcie rząd, który nadal rządzi, mimo że przegrał wybory, przedłoży w Sejmie, który w wyniku wyborów nie ma prawa się zbierać w starym składzie, ustawę o wyjściu Polski z Unii. Unia, mimo że będzie świadoma nielegalności takiej ustawy, skwapliwie ją zaakceptuje, mając nadzieję, że wreszcie po Polsce będzie można salę w Brukseli wywietrzyć. Znikną dopłaty do rolniczych hektarów, na polskie towary wprowadzone zostanie zaporowe cło, wszystkie unijne inwestycje w Polsce zostaną przeniesione do Bułgarii i Rumunii, polscy kierowcy ciężarówek na granicach będą skrupulatnie kontrolowani, czy aby nie przewożą uchodźców albo nieumytych ziemniaków, wrócą wizy i paszporty, a Polskę otoczy drut kolczasty i różaniec. Białoruś, naturalnie, przestanie podsyłać nam imigrantów, bo ich obecność w kraju nieunijnym nikogo nie będzie interesować, więc granica wschodnia i północna staną się jedynymi, które będziemy mogli przekraczać względnie swobodnie.

Ural jest piękny i będzie dla nas znów dostępny, a nad brzegami Bajkału znów będziemy śpiewać Bradiagę. Bez większych problemów będziemy spędzać wakacje na Krymie, w sumie ani Kreta, ani Sycylia, ani Costa Brava nie są warte tego, byśmy dla ich walorów musieli przestrzegać prawa. W końcu, nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Wszyscy ci, którym taki stan rzeczy się nie podoba, zostaną wywiezieni na granicę ze Słowacją, z Czechami i z Niemcami, po czym przez drut przepchnięci na drugą stronę, albo utopieni w Bałtyku. Polska wieś znów będzie spokojna, zaczniemy wyrabiać łapcie z łyka, na każdym podwórku staną dymarki, a polski rząd zawrze niezwykle korzystny kontrakt z towarzyszami rosyjskimi, w wyniku którego do polskich kopalń wsypany zostanie rosyjski węgiel, który za dwadzieścia pensji rocznie będą wydobywać polscy górnicy, a prezydent Duda na forum ONZ opowie o tym jak Polska pokonała ocieplenie klimatu przy pomocy budowy nowych elektrowni węglowych, które dostarczą prądu do napędzania polskich samochodów elektrycznych, którymi poruszać się będzie prezes Kaczyński, jego partnerzy, kot, psy i ochroniarze.

A my zamkniemy się w domach, strasząc się nawzajem bajką dla niegrzecznych dzieci, w której z brzydkiego kaczątka może wyrosnąć jedynie czarny łabędź.

 

Poprzednie felietony