Halin

(Jeśli nudzi Cię czytanie, przejdź od razu do zdjęć)

Zaczęło się od tego, że moja Mama, niedomagając latami po śmierci Ojca, wymagała opieki, której ja - młody student podówczas - nie mogłem jej zapewnić. Zebrałem się więc na odwagę i zatelefonowałem do kogoś w kierownictwie PAX-u, czy też INCO, gdzie mama od lat była zatrudniona i poprosiłem o znalezienie jej pracy w ośrodku wypoczynkowym - gdzie byłaby wśród ludzi, miałaby zapewnione jedzenie, spanie i jakieś dochody. Gdzie czułaby się potrzebna.

Wybór padł na Halin - spory ośrodek wczasowy, szkoleniowy i kolonijny, położony 70 km od Warszawy, koło Wyszkowa, na skraju Lasów Łochowskich, w widłach Bugu i Liwca. Znaliśmy z Mamą to miejsce od wielu lat, bo sami jeździliśmy tam na wczasy. Najpierw, przez wiele lat co prawda wyjeżdżaliśmy do Zakroczymia, ale potem już stale do Halina. Okolica przepiękna, kilka domów (najnowocześniejsza "Dąbrówka" - dom pracy twórczej autorów PAX-u), świetne jedzenie. No i Mama zamieszkała tam pod koniec lat 60-tych. Tam przyjeżdżałem wielokrotnie w czasie studiów, tam moja Mama poznała Lidkę, tam przywieźliśmy - budząc podziw i sympatię - 3-miesięcznego zaledwie Sergiusza, no i tam też od małego woziliśmy Asię. Tradycją stało się spędzanie w Halinie Świąt Wielkanocnych i obserwowanie, jak budzi się tam nad Liwcem wiosna... Gdy Mama odeszła na emeryturę, jeździliśmy tam przeważnie z nią. Gdy Jej zabrakło - sami. Aż wreszcie okazało się któregoś roku, że PAX-u nie stać na utrzymanie ośrodka. I tak oto pod koniec lat 90-tych Halin wraz z całą jego legendą się skończył.

Zapraszam do obejrzenia wspomnień fotograficznych.