Frydman
(Jeśli nudzi Cię czytanie, przejdź od razu do zdjęć)
Frydman wziął się z poszukiwania domu na Podhalu. Kiedy już zdecydowaliśmy, że mieszkać w Zakopanem na naszym osiedlu Orkana, w ciasnocie dwóch pokoi i niespełna 42 metrów kwadratowych się nie da, a nie było co marzyć, że kiedykolwiek będzie nas stać na powiększenie metrażu w Zakopanem - postanowiliśmy kupić coś na Podhalu. Przymierzaliśmy się do domku w Szaflarach, ale nic z tego nie wyszło - w międzyczasie ceny poszły dość znacznie w górę... I tak przypadkiem wypatrzyłem ogłoszenie o wynajęciu domku w okolicy Nowego Targu. Zadzwoniłem - i okazało się, że to był Frydman. Szybciutko się dogadaliśmy z sympatycznymi gospodarzami, cena nie była wygórowana, a nam się wydawało, że sprawy w Polsce, a tym samym nasze zarobki będą szły coraz lepiej. Zainwestowaliśmy trochę grosza, bo akurat wyszła jakaś moja książka - skutkiem czego z wiejskiej chałupiny, blisko stuletniej, w środku głównej ulicy o romantycznej nazwie Kamienne Pole, zrobiła się piękna rezydencja, która prędko przysporzyła nam niezasłużonej sławy posesjonatów. Pierwszy raz nocowaliśmy we Frydmanie 13 marca 1999 r., obchodząc tam imieniny Krysi Chróst. Potem goście przyjeżdżali coraz częściej, potem zaczęliśmy tam wypoczywać, a nawet pracować. Po remontach mieliśmy tam piękny salon z kominkiem - zarazem sypialnię, pokój Asi, moją pracownię, przestronna kuchnię i łazienkę, wyremontowaliśmy dawną stajnie najpierw na magazyn rzeczy, usuwanych z Zakopanego, potem na druga pracownię. Były dwa garaże, piękne podwórko o powierzchni przeszło hektara i łąka nad strumieniem. Lidka urządzała tam posiedzenia kierownictwa szkoły, ja napisałem tam kilka książek (Lustro, Tatry w świadomości mieszkańców Zakopanego i ich gości, Ipanemę, Siódmy krąg). Asia, na początku entuzjastycznie odnosząca się o nowej rozrywki - wkrótce przestała do Frydmana przyjeżdżać. Bywali ludzie nam bliscy, niekiedy umawialiśmy się tam także w interesach... Mieliśmy sympatycznych - w zasadzie - sąsiadów, ale po pewnym czasie i układy lokalne przestały być cudne, i finanse zaczęły być coraz trudniejsze. Rosły koszty utrzymania, trzeba było coraz więcej pracować, no i skutkiem tego coraz mniej czasu mieliśmy na korzystanie z Frydmana. Doszły do tego jeszcze inne czynniki, których nie sposób tu omawiać - no i trzeba było z "rezydencji" zrezygnować. Szkoda. Zostały wspomnienia i zdjęcia....