Beata Zalot

Purwykołcie zakopiańskie

 

 TUTAJ skan artykułu

Kontrowersyjny Ogień ma pomnik, Dmowski rondo, ks. Drozdek - skwer, a jeden z najbardziej znanych na świecie obywateli Zakopanego Witkacy - figę z makiem.

 

Stanisław Igna­cy Witkiewicz, czyli Witkacy, wybitny artysta, pisarz, filozof, malarz, fotograf, twórca teorii teatru, a do tego - jak nazywał go prof. Jan Błoński - „społeczny prorok” i „wieszcz zagłady cywilizacji”. Jeden z najczęściej tłumaczonych, granych i poważa­ych polskich artystów na świecie, jego obrazy i fotografie pokazywane były w najbardziej prestiżowych miejscach na wszystkich kontynentach.

Miłośnicy jego twórczości z dalekich zakątków świata odwiedzają Zakopane, by zobaczyć miejsca, z którym przez całe życie był związany.

A u nas w Zakopanem ciągle traktowany jest jak nieudany syn wybitnego ojca. Bywa, że nawet zakopiańczycy mylą Witkacego z jego ojcem, Stanisławem Witkiewiczem, twórcą stylu zakopiańskiego w architekturze. Ciągle pokutują obiegowe opinie, że Witkacy to dziwak, bawidamek, narkoman i skandalista. Powiela to nawet najnowszy film wyprodukowany na zlecenie władz Za kopanego, który ma przybliżyć obydwie postacie Witkiewiczów i jednocześnie reklamować stolicę Tatr. Dowiadujemy się z niego jedynie, że Witkacy lubił się wygłupiać, w dzień jeździł na nartach, a wieczorem balangował po karczmach, no i jeszcze zdjęcia robił. Nic dziwnego, że pani wiceburmistrz, podczas ofi­jalnego otwarcia Roku Witkiewiczów w zeszłym tygodniu dwukrotnie pyta na przez ekipę telewizyjną TP dlaczego jej zdaniem Witkiewiczowie są tak ważni dla Zakopanego, nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie.

 

Który nie chce być lokajem...

 

W Zakopanem nie ma nawet ulicy Witkacego, nie ma muzeum, o którym się mówi od lat, a żeby obejrzeć największą kolekcję jego obrazów, trzeba jechać aż do Słupska, z którym Witkacy nie miał nic wspólnego.

Dlaczego Zakopane nie chciało prac Witkacego? I nie skorzystało z okazyjnego zakupu kolekcji ponad stu jego pasteli? To sprawa stara, sięgająca lat 60. To wtedy Michał Białynicki-Birula, syn Teodora, zakopiańskiego lekarza i bliskiego przyjaciela Witkacego, chciał się pozbyć kolekcji 110 pasteli Witkacego. Sprzedaż proponował Muzeum Tatrzańskiemu w Zakopanem, władzom Nowego Targu. Z propozycją był także w Warszawie. W końcu w 1965 r. imponująca kolekcja pasteli Witkacego, obrazująca wszystkie etapy jego malarskiej twórczości, znalazła się w Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku. A to za sprawą mądrej decyzji ówczesnego dyrektora MPS, który obrazy kupił. Dziś Słupsk ma już tych prac ok. 260.

Tym, którzy odwiedzają teraz Zakopane, musi wystarczyć mała salka w „Okszy” i skromna kolekcja kilkunastu prac. Reszta (też niezbyt imponująca) jest w magazynach.

 

...sparszywiałego w umysłowym nieróbstwie

 

Od lat mówi się w Zakopanem o potrzebie utworzenia Muzeum Witkacego. Była już nawet koncepcja takiej instytucji opracowana przez Macieja Pinkwarta, deklaracje władz miasta, wyznaczone lokalizacje i obietnice witkacologów przekazania do Zakopanego cennych zbiorów. Były spotkania grypy inicjatywnej. Janusz Majcher, poprzedni burmistrz Zakopanego, deklarował nawet przekazanie gruntu przez miasto.

Muzeum Witkacego miało być jednocześnie centrum studiów witkacologicznych, archiwum i ośrodkiem edukacyjnym. Co niektórzy widzieli w nim oczami wyobraźni sale poświęcone podróży Witkacego do tropików, narodzinom Czystej Formy czy jego Firmie Portretowej.

Miały być sale prezentacji filmowych i multimedialnych, biblioteka, archiwum, a nawet część hotelowa dla badaczy i wykładowców. Kilka lat temu mówiono, że w roku 2015, w którym mija równo 130 lat od jego urodzin (24 lutego!), będzie gotowy projekt i uda się wmurować kamień węgielny pod budynkiem.

Nic udało się. Próbowaliśmy przekonać życzliwe nam władze województwa do stworzenia instytutu Witkacego w Zakopanem, ale bezskutecznie - mówi Anna Wende-Surmiak, dyrektor Muzeum Tatrzańskiego, która już kilka lat temu, zanim objęła stanowisko dyrektora, była jedną z inicjatorek powołania takiej instytucji w Zakopanem. - Przygotowujemy się do najbliższego rozdania funduszy europejskich, ale staramy się o pieniądze na remonty istniejących już obiektów, a Muzeum Tatrzańskie ma aż 11 muzeów i galerii, oraz na unowocześnienie wystaw - mówi. Tłumaczy; że teraz jest tendencja, by rewitalizować to, co już jest, a nie budować nowych obiektów.

Stąd nowa koncepcja, by Instytut Witkacego powstał w starym budynku dworca kolejowego, który w zeszłym roku przejęło miasto. - Pomysł już został rzucony pani wiceburmistrz Agnieszce Nowak-Gąsienicy - dodaje Anna Wende-Surmiak zapowiadając jednocześnie, że będzie w rozmowach z władzami miasta do tematu wracać. Twierdzi, że prosiła też, by przy okazji budowy jakiegoś nowego ronda, skweru czy pasażu pomyśleć o nadaniu mu imienia Witkacego.

 

...pseudointeligenckiego motłochu

 

Twórczość Witkacego jest pionierska, wybitna i wyjątkowa - przekonuje prof. Janusz Degler, najbardziej znany w Polsce badacz twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, autor krytycznych wydań jego prac i korespondencji, edytor jego „Dzieł zebranych”. - Witkacy był też niesamowicie pracowity. Gdyby pokutujące wciąż stereotypy o jego balangach, wiecznym imprezowaniu były prawdziwe, nie na pisałby tych wszystkich dziel, nie namalowałby tylu obrazów - podkreśla. Miasto, które ma takiego artystę, ma niebywały atut. Dlaczego Zakopane nie chce tego wykorzystać, nie mam pojęcia - mówi. Inne miasta, w których Witkacy był na chwilę jak Toruń, Nowy Sącz czy Katowice - wykorzystują ten fakt. W Słupsku, z którym Witkacy nie miał nic wspólnego, jest 260 jego obrazów, Witkacy jest tam wszędzie, budynki komunalne upiększane są jego portretami, jest wiele wydarzeń nawiązujących do postaci Witkacego - wymienia prof. Degler. Jednocześnie mówi o długiej liście grzechów i zaniechań Zakopanego.

1985 r. był przez UNESCO ogłoszony Światowym Rokiem Witkacego. Prof. Degler przyjechał wtedy do Zakopanego i gorąco namawiał władze miasta, żeby odkupić „Witkiewiczówkę”, w której był wtedy dom wczasowy kolejarzy [właściwie - Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Budowlanego - MP]. Miasto nie było zainteresowane i tak budynek trafił w prywatne ręce. Opowiada o kilku szansach kupienia kolekcji prac Witkacego, z których Zakopane także nie chciało skorzystać.- W 1992 r. przyjechałem do Zakopanego z grupą ludzi z Zachodu - tłumaczy i ba­daczy dziel Witkacego. Zabrałem ich tylko do Atmy, byli zdziwieni, że w Zakopanem nie ma szlaku witkacowskiego, że nie ma tabliczki na żadnym z budynków z nim związanych, nawet ulicy jego imienia. Zabrałem ich do „Morskiego Oka”, gdzie był Teatr Formistyczny, ale nie mogliśmy tam wejść, bo była restauracja. Oczywiście żadnego śladu, żadnej tabliczki o tym, co tu się działo - nie kryje oburzenia witkacolog. - Zakopane jest zadufane w swojej legendzie, uroku, którego dodają mu Tatry. Ale jeśli patrzymy na Zakopane jako na ośrodek myśli, życia artystycznego, to najbardziej istotny wkład w tę legendę miał Witkacy - przekonuje.

- Anna Micińska mówiła mi kiedyś: „Tu nie da się nic zrobić dla Witkacego, przestań się łudzić! - wspomina, mówiąc o goryczy i zażenowaniu, jakie czuje widząc, że miała rację.

Mówi, że kiedy pojawiła się idea utworzenia Muzeum Witkacego w Zakopanem, zadeklarował, że przekaże swoje bogate archiwum kilkaset plakatów; wszystkie przekłady dzieł Witkacego, dokumentacje dzieł teatralnych itd. - Coraz częściej zastanawiam się, czy nie lepszym miejscem na przekazanie moich zbiorów będzie Słupsk - mówi. Jednocześnie podkreśla, że honor Zakopanego ratuje jedynie Teatr Witkacego.

Goryczy nie kryje również Stefan Okołowicz, inny z wybitnych witkacologów. - Zakopane od lat daje plamę na całej linii. Muzeum Tatrzańskie nie chciało nawet tego, co dostało - twierdzi i opowiada o cennej kolekcji obrazów ojca Witkacego podarowanej w latach 20. przez Marię Dembowską. Ówczesny dyr. Zborowski obrazy przekazał do Muzeum Narodowego w Krakowie i dziś Zakopane ma problemy, żeby je nawet pożyczyć. Przez lata obrazy Witkacego wyciekały z Zakopanego i trafiały do różnych muzeów - w Krakowie, Warszawie czy Poznaniu, gdzie są świetne rzeczy z kolekcji Zwolińskiej - mówi.

Ubolewa, że oddala się ciągle idea budowy muzeum Witkacego, nie ma też przyzwolenia na akcję poszerzenia zbiorów jego prac.

Okołowicz przypomina, że Witkacy - obok Gombrowicza czy Schulza - należy do piątki najbardziej znanych polskich artystów na świecie. O czym Zakopane nie tylko powinno pamiętać, ale mogłoby to wykorzystać promocyjnie.

 

Witkacy w „Witkacym”

 

A może nie jest aż tak źle? Władze Zakopanego ogłosiły i nawet już zaczęły hucznie świętować 2015 r. jako Rok Witkiewiczowski. W bogatym programie są wystawy, spotkania, konferencje, gry uliczne. Znaczy będzie się działo.

Wzbogacimy się dzięki temu o kilka wystaw, parę prelekcji, kilka przedstawień teatralnych, parę książek, kilka sympozjonów mniej czy bardziej naukowych. Po czym prace Stanisława i Stanisława Ignacego wrócą do magazynów albo na ściany oddziałów muzealnych oraz do zbiorów prywatnych, po obchodach się posprząta i znów piaskownica z napisem „witkacologia” zostanie zamknięta dla gości” - pisze na swojej stronie Maciej Pinkwart.

Na szczęście jest jedno miejsce w Zakopanem, które niezależnie od jubileuszów, od 30 lat przypomina o istnieniu Witkacego. To teatr jego imienia przy Chramcówkach. Jak się można spodziewać, nie wymyślili go zakopiańczycy.

Początek istnienia zakopiańskiego Teatru Witkacego to 24 lutego 1985 r. premiera „Autoparodii”, zagrana w 100. rocznicę urodzin Stanisława Ignacego Witkacego. Wcześniej 9 sierpnia 1984 studenci krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej wystawili w Zakopanem swój dyplomowy spektakl - „Pragmatyści” wg Witkacego. Przy­gotowując go, mieszkali w Małem Ci­chem, a próby odbywały się w nieistniejącym już zakopiańskim MOK-u. Do tej pierwszej, legendarnej już grupy należeli m.in.: Dorota Ficoń, Krzysztof Łakomik, Krzysztof Najbor, Piotr Dąbrowski [jeszcze Julia Wernio, Marta Szmigielska, Andrzej Jesionek i Piotr Sambor - MP] i oczywiście Andrzej Dziuk, który swoją wizją teatru późniejszy zespół Witkacego zaraził jeszcze podczas spotkań kółka naukowego na krakowskiej PWST. Na początku w Zakopanem nie mieli łatwo.

Dziś Teatr Witkacego to w Zakopanem wyjątek potwierdzający regułę. Zespół trwa od 30 lat i ciągle zaskakuje znakomitą formą, entuzjazmem i pomysłami. Determinacją do pokonywania różnych urzędniczych barier. Dziś Teatr Witkacego to miejsce ważne na mapie kulturalnej Polski.

Już we wtorek 24 lutego w „Witkacym” rozpocznie się swoisty urodzinowy maraton, który potrwa aż do soboty. Będzie premierowo „Metafizyka dwugłowego cielęcia”, międzynarodowe sympozjum tłumaczy twórczości Witkacego, spektakle, koncerty, wystawy, niespodzianki (dokładny program na str. 27).

 

Beata Zalot