Maciej Pinkwart
Tunezja - kilka dni, kilka fotek
29 X 2013
Koło południa decydujemy się pojechać do El Jem - tak to nazywają Francuzi, podczas gdy naprawdę miasteczko nazywa się Al Dżamm. Na dworcu luaży znów nas błyskawicznie "zagospodarowują" i już po chwili pomykamy przez południowe zaułki Suzy, sprawiające podobne wrażenie jak cygańskie osiedla w słowackim Szarpańcu. Kilka rozległych rond i wyjeżdżamy na płatną autostradę, łączącą Tunis z drugim co do wielkości miastem Tunezji - Safakis (przez Francuzów nazywanym Sfax). Za jednego dinara louage pokonuje przeszło 20 km jak srebrna (trochę poobijana...) strzała, potem trochę się telepiemy zwykłą - ale pustą - szosą i wjeżdżamy do mocno zapyziałego miasteczka, gdzie prawie zaraz pojawia się monumentalny widok rzymskiego amfiteatru. Gare des Louages to tym razem małe i dość brudnawe miejsce opodal wielkiego meczetu, ale wkrótce wychodzimy na główną uliczkę, wzdłuż której za drogowskazami dochodzimy najpierw do dworca kolejowego, potem do centrum kultury, a wreszcie do obudowanych straganami "Krupówek", które doprowadzają nas do amfiteatru.
El Jem to niewielka, jak na tutejsze stosunki, 20-tysięczna mieścina, z trudem dźwigająca na sobie historię z czasów rzymskich, kiedy to nazywała się Thysdrus i powstała na ruinach dawnego miasta fenickiego. Swoje pięć minut miała w III w n.e., kiedy to była stolicą rzymskiej prowincji północno-afrykańskiej, a prokonsulem został w niej już wówczas prawie 80-letni Marek Antoniusz Gordianus. To prawdopodobnie jego zasługą jest zbudowanie (w latach 230-238) wielkiego (trzeciego co do wielkości na świecie) amfiteatru rzymskiego, gdzie odbywały się igrzyska i walki gladiatorów, które mogła oglądać nawet 40-tysięczna publiczność.
Wstęp jest płatny (bilet łączony do amfiteatru, nazywanego tu z pewną przesadą Koloseum, oraz do muzeum archeologicznego), ale warto spędzić tam z godzinę, łażąc po arenie (elipsa 149 x 124 m), kilku piętrach ław dla publiczności (36 metrów wysokości), oglądając zaplecze. Wyobrażałem sobie, jak w czasach podboju arabskiego broniła się tu ostatnia władczyni pobliskiego państwa berberyjskiego, 30-letnia królowa Kahena Dihya, która tutaj broniła się przed Arabami przez 4 lata, aż wreszcie została zabita przez własnego kochanka, który jej głowę zaniósł wrogom... A dziś odbywają się tu występy artystyczne, festiwale muzyczne i koncerty muzyki poważnej. Zwiedzałem rzymskie Koloseum, amfiteatry w Weronie, Arles i Orange, ale ten tutaj, będący największym i najlepiej zachowanym zabytkiem rzymskim w Afryce, podoba mi się zdecydowanie najbardziej. Zastanawiam się tylko nad tym, skąd oni tu, na takim afrykańskim za...tybrzu wzięli nie tylko 40 tysięcy widzów, ale tę całą obsługę, gladiatorów i dzikie zwierzęta? No te ostatnie, to w Afryce bułka z masłem... Czy kiedykolwiek było dla kogo robić takie igrzyska, zakładając że chleb już mieli wcześniej? Co więcej, jakby im jednego Koloseum było mało, to zbudowali sobie jeszcze dwa inne teatry, mniejsze (na 6 i 7 tys. widzów). Owszem, było Thysdrus tętniącą życiem stolicą prowincji, ze sporą liczbą arystokracji (o czym świadczą ruiny luksusowych rezydencji patrycjuszowskich), ba - nawet było uzurpatorską, ale jednak stolicą cesarstwa, kiedy to afrykańska prowincja w 238 roku zbuntowała się przeciw rzymskiemu cesarzowi Maksyminowi Trakowi i obrała niezależnym cesarzem prokonsula Gordianusa. Ten wybór przyjął, ale zdając sobie sprawę ze swego wieku współrządzącym ustanowił swego syna Gordianusa II. Junior stanął na czele wojsk afrykańskich, walczył z legiami rzymskimi w Kartaginie - i tam poległ po miesiącu od zamachu stanu. 30 dni później jego ojciec popełnił samobójstwo i w sumie po dwóch miesiącach Afryka wróciła pod skrzydła Rzymu, a dzisiejszy El Jem stracił stołeczność na zawsze i bez szans na restytucję.
Ale rzeczywiście było to spore miasto, nazywane kiedyś światową stolicą oliwy, tędy też szły do Rzymu wielkie transporty zboża, a główną tutejszą boginią była... Afryka, kobieta mająca zamiast włosów głowę słonia, trzymająca w ręku skorpiona, łuk i kołczan, opiekunka rogu obfitości i naczynia do przechowywania zboża.
Muzeum Archeologiczne mieści się w rozległej willi na peryferiach miasta i prezentuje przede wszystkim doskonale zachowane lub zrekonstruowane mozaiki z czasów rzymskich.
Ponieważ pociąg po 15-tej nam uciekł, na następny trzeba by czekać do 19-tej, więc wracamy na dworzec busów. Tym razem nie dają nam biletów, pieniążki przechodzą z ręki do ręki, wsadzają nas do auta, ale na razie nie ma chętnych do Suzy. Czekamy prawie pół godziny, aż się zbierze komplet, wracamy już oszczędnościowo omijając autostradę, choć nie sądzę, żeby na tej jednodinarowej oszczędności ucierpiała prędkość jazdy. Wieczorem w domu. Nazajutrz w planie dzień wypoczynkowo-luzacki.
|
Wielki meczet w El Jem |
Plakat letniego festiwalu muzycznego w El Jem. We wrześniu występowała "Orkiestra Symfoniczna z Warszawy" - nie podali jaka... |
Scena muzyczna koło dworca kolejowego |
|
Dziś spośród afrykańskich zwierząt związane z amfiteatrem są tylko wielbłądy. Foto - 1 dinar, przejażdżka - 15. Oczywiście, good price! |
Stan zachowania afrykańskiego Koloseum jest znacznie lepszy od jego rzymskiego starszego brata, choć i tu zniszczenia były poważne, kiedy Arabowie rozpoczęli jego dewastację, pozyskując materiał budowlany na kolejne meczety. |
Solidnością imponują już krużganki wejściowe |
|
Przy budowie wykorzystywano elementy pochodzące z kamieniołomu odległego o przeszło 30 km. Przy okazji wybudowano wodociąg, prowadzący do miasta wodę z odległych o 15 km gór. |
Najwyższe części widowni wznoszą się nad areną na dziesięć pięter. |
Inspiracją do tej mozaiki, znajdującej się w Muzeum Archeologicznym, mogły być wydarzenia z amfiteatru. |
|
Zwierzęta dzikie, poskramiane przez ludzi... |
... i przydomowe, stanowiące element menu, albo po prostu martwej natury |
Na tyłach muzeum, w ogrodzie dawnej rzymskiej willi, prowadzone są wykopaliska |