Maciej
Pinkwart
Zakopiańskim
szlakiem
Walerego i Stanisława
Eljaszów
Mojej Córce – Joasi
Odcinek 6
„Helios”
Wielokrotnie podkreślano słusznie, że „odkrycie” Zakopanego dla szerokich sfer opiniotwórczej inteligencji zawdzięcza się przede wszystkim działalności Tytusa Chałubińskiego. Gdyby jednak spróbować zmierzyć długotrwałość i intensywność kontaktów z Zakopanem i propagowania Tatr w społeczeństwie - palmę pierwszeństwa dzierżyć tu będzie niewątpliwie Walery Eljasz. On bowiem pierwszy publikował systematycznie i na szerszą skalę artykuły i książki popularyzujące Tatry, a także był pierwszym z gości, który wybudował sobie pod Giewontem letnią rezydencję. Za jego przykładem dopiero poszli inni, przysparzając zarobku góralskim cieślom i posiadaczom gruntów. Zażyłe, długoletnie kontakty z przewodnikami, walka o obronę ich interesów i propagowanie wyłącznie turystyki z góralskim przewodnikiem, a także działalność na rzecz Bratniej Pomocy Przewodników Tatrzańskich uczyniły go niezwykle popularnym i lubianym wśród ludności miejscowej. Pan „Helios” - jak wymawiali górale jego nazwisko - dostarczał także zarobku woźnicom, tragarzom i budarzom.
Po spędzeniu kilku sezonów przy ul. Kościeliskiej, m.in. w chałupie Janików - osiadł Walery Eljasz z rodziną w środkowej części Krupówek, w niezbyt luksusowej chałupie Wojciecha Bachledy Księżyka, gdzie deszcz przeciekał przez dach, a halny wiatr dmuchał przez ściany. W 1875 r. próbował namówić swego gospodarza do budowy nowego domu, wygodniejszego i staranniej wykończonego, przeznaczonego specjalnie dla gości. Deklarował pomoc w zdobyciu planów architektonicznych i gwarantował, że wraz z rodziną będzie stałym klientem, wynajmującym ów dom na lato.
Bachleda byłby się może i zgodził na tę propozycję, ale wkroczyła w sprawę jego baba, Maryna, z której zdaniem musieli się wszyscy liczyć. Gaździna wykalkulowała, że oto pon Helios umyślił sobie, coby mu jej chłop wybudował na swoim i za swoje chałupę na lato i uznała to za kiepski interes. Poradziła jednak, by sprzedać gościowi kawałek łąki przy Krupówkach - niekze se som chałupę buduje lo sobie. Eljasz, wiecznie zabiegany za groszem, wiecznie zmuszony do wspierania swej niewielkiej pensyjki realizacją zamówień malarskich, doszedł do przekonania, że lepiej raz zainwestować w dom, niż co roku płacić za wynajmowane pokoje. A że rodzina stale się powiększała, wymagania były coraz większe, więc propozycję Maryny Bachledowej uznał za dobry interes. Przy tanim budulcu i niezbyt kosztownej sile roboczej, rzecz nie wydawała się wcale utopijna.
W lecie 1876 r. Eljasz kupił od Bachledy część jego gruntu (ok. 900 m2) z malowniczym strumyczkiem przepływającym przez parcelę, za niewygórowaną sumę 80 guldenów (za obraz płacono mu od 75 do 450 guldenów). Po roku dokupił jeszcze 310 m2 za 50 guldenów. Korzystając ze znajomości z właścicielem dóbr szaflarsko-poronińskich Adamem Uznańskim, zimą 1876 r. zakupił drewno w jego lasach i w następnym roku wystąpił do „zwierzchności gminnej” w Zakopanem o zezwolenie na budowę, przedkładając plany domu, wykonane przez swego brata Stanisława, z zawodu budowniczego.
28 lipca 1877 r. stanął przed obliczem wójta i pisarz gminny od ręki wypisał mu potrzebny dokument:
Czyniąc zadość wniesionej przez pana Walerego Eljasza prośbie z dnia 28 lipca 1877 roku udziela się niniejszym pozwolenia do wystawienia nowego budynku mieszkalnego z miękiego materiału na gruncie Wojciecha Bachledy (Księżyk) prawnym kupnem nabytego, z tym jednak zastrzeżeniem, aby podług podanego planu - i oraz pan obowiązanym będzie komin murowany 1 1/2 łokcia nad dach wyprowadzić i podług ustawy budowlanej się zastosować.
Zwierzchność gminna wsi
Zakopane dnia 28 lipca 1877
Pieczęć owalna
+ Jan Stachoń Naczelnik gm.
Jakub Galarowski
pisarz gminny
Józef Gąsienica Zastępca
Szczęśliwe to czasy, gdy podobne sprawy załatwiano od ręki!
W 1877 r. stanął zrąb domu, zbudowany przez cieślę Jakuba Klusia z Olczy. Dom był „w stylu szwedzkim”. Górale podziwiali - i trochę wyśmiewali nowość. Najbardziej szokowały duże, „trzyłokciowe” okna, bowiem w góralskich chatach wszystkie otwory były małe, by uniknąć strat ciepła. Rok później Walery Eljasz już lato spędził u siebie.
Uroczystość poświęcenia pierwszej willi była wielkim świętem dla całego Zakopanego. Wzięli w niej udział m.in. dr Tytus Chałubiński z rodziną, właściciel dóbr zakopiańskich Ludwig Eichborn i jego plenipotent Gustaw Finger oraz wielu z bawiących wtedy pod Giewontem gości. Zaproszeni górale sprowadzili nawet moździerz, którego salwy „podnosiły rangę” chwili, podobnie jak muzyka orkiestry górniczej z Kuźnic. Ksiądz Stolarczyk nazwał ten moment początkiem nowej epoki w życiu stolicy polskich Tatr.
Pierwszym naśladowcą Eljasza był warszawski lekarz, uczeń i przyjaciel Chałubińskiego - profesor Ignacy Baranowski, który w 1877 r. kupił spory kawał dworskiego lasu u zbiegu dzisiejszych ulic Jagiellońskiej i Kościuszki i zlecił wystawienie domu Gustawowi Fingerowi. Majętny profesor mógł „hurtowo” zamówić budowę i, nie przejmując się niczym, wprowadzić się do gotowego domu. Natomiast Walery Eljasz musiał tę budowę prowadzić osobiście, nadzorować robotników i dbać o to, by koszt przedsięwzięcia był jak najmniejszy.
Wreszcie budowę ukończono i domek stanął w miejscu, gdzie dziś znajduje się zaplecze Domu Zwolińskich (Krupówki 37). Składał się z dwu pokoi mieszkalnych, saloniku, kuchni, sieni i niewielkiego ganeczku od południa. Mankamentem było odsunięcie budynku od drogi i wspólny z sąsiadami dojazd do Krupówek. A sąsiadem Eljasza po paru latach został stolarz Górski, którego żona była osobą nader kłótliwą. Powodem ciągłych awantur był ów wspólny dojazd.
Ponieważ więc letnie miesiące we własnym domu zamiast spokojnego wypoczynku przynosiły harmider i sąsiedzkie utarczki, postanowił Eljasz sprzedać dom i szukać czegoś nowego. Ochotę na kupno wyraziła Balbina Zalewska, żona warszawskiego adwokata Stanisława, a matka dramaturga Kazimierza, której kłótliwi sąsiedzi widać nie przeszkadzali i latem 1881 r. pierwszy dom Walerego Eljasza zmienił właściciela.
Żona adwokata cieszyła się nim wszelako ledwo osiem lat - budynek bowiem spłonął w wielkim pożarze Krupówek, kiedy to 21 stycznia 1899 r., w sobotę między 1 a 2 po południu wybuchł ogień w nowo zbudowanym drewnianym hotelu Władysława Dzikiewicza „Morskie Oko”. Pożar przerzucił się zaraz na sąsiedni budynek ze sklepem Reinisza, a potem - na drugą stronę ulicy, gdzie nie opodal dawnego domu Eljasza był budynek filii Spółki Handlowej hr. Zamoyskiego, mieszczący skład trunków i obok, na dziedzińcu, magazyn drewna opałowego. Fajerwerk widoczny był z najdalszych krańców Zakopanego. Ogień zniszczył dom Zalewskiej i zdołał objąć jeszcze budynek mieszczący urząd pocztowy i telegraficzny (w tym miejscu stoją dziś „Delikatesy”), zanim nie postawiono tamy płomieniom. Ogółem blisko 20 domostw w centrum Zakopanego padło pastwą ognia. Już niebawem w opróżnionym w taki oto dramatyczny sposób miejscu zaczęły wyrastać pierwsze w centrum wsi domy murowane - nowy hotel „Morskie Oko”, hotel „Centralny” Samuela Leistena, kamienica Zwolińskich.
W 1881 r. zatem skutkiem nieporozumień sąsiedzkich Walery Eljasz pozostał znów bez domu w Zakopanem. Znów musiał rozglądać się za kupnem parceli i wynalazł teren w okolicy, nazywanej Krowiarczyska, gdzie przez jedno ze starszych osiedli - Starą Polanę - biegł gościniec, będący przedłużeniem drogi dojazdowej z Nowego Targu. Pełnomocnikiem Eljasza w tej sprawie był cieśla Jakub Kluś. Początkowo nikt nie kwapił się ze sprzedażą, ale gdy górale dowiedzieli się, że parceli poszukuje pan „Helios”, by sobie wybudować dom - wnet posypały się oferty, bo przypuszczano, że za przykładem znanego działacza Towarzystwa Tatrzańskiego i propagatora Tatr pójdą wnet inni, co przyczyni się do wzrostu popytu na ziemię, wzrosną więc i zarobki okolicznych gospodarzy.
11 sierpnia 1881 r. Eljasz kupił dwie parcele na Krowiarczyskach od Jakuba Guta i jego zięcia Michała Parzątki za 387 i pół guldena, a w 1883 r. - trzecią, opodal, za 250 guldenów od Jana Płazy. Ceny, niestety, bardzo wzrosły... Zamieszkał u Parzątki i podobnie jak przed 5 laty sam nadzorował budowę. Za namową doktora Henryka Jordana, który wówczas leczył w Zakopanem chorą żonę, postanowił wznieść dom drewniany, ale piętrowy, czego zresztą przez wiele lat żałował. Brat Stanisław znów wykonał plan budowli w stylu szwedzkim i ostatecznie dom, nazwany „Eljaszówką” stanął przy Starej Polanie w 1885 r. Część parteru przeznaczona została na letnią rezydencję całej rodziny, a pozostałą część i piętro wynajmowano letnikom, by odzyskać włożone w budowę 8 tys. guldenów kapitału. Część kosztów poniósł teść Eljasza, Karol Nycz.
„Eljaszówka” istniała do 1941 r., kiedy to na polecenie okupantów hitlerowskich została rozebrana podczas tzw. „akcji porządkowej”. Dziś w miejscu przez nią zajmowanym znajduje się budynek szkoły podstawowej nr 8 (ul. Nowotarska 42).
Rozpoczęcie budowy drugiego domu Eljasza zainicjowało jakby modę na stawianie przez przybyszów willi pod Giewontem. W 1882 r. w górnej części Chramcówek, na tzw. Klemensówce (dziś ul. Jagiellońska) zbudował swój Zakład Wodoleczniczy dr Wenanty Piasecki, nieco wyżej stanęły: „Szopenówka” Stanisława Niedzielskiego (dziś w tym miejscu jest dom firmy usług samochodowych „Misiniec”), willa Heleny Gnoińskiej (dziś w tym miejscu willa „Złoty Róg”) i „Modrzejów” Heleny Modrzejewskiej (po pożarze w 1898 r. odbudowany pod tą samą nazwą). Także w 1882 r. u zbiegu dzisiejszych ulic Chałubińskiego i Zamoyskiego Wojciech Roj wybudował dom dla Tytusa Chałubińskiego. Przy skrzyżowaniu Chramcówek i Starej Polany w 1883 r. pobudował się krakowski nauczyciel - Ignacy Knoblauch.
Niebawem Karol Nycz, widząc w prowadzeniu pensjonatów w Zakopanem znakomity interes, namówił zięcia do budowy kolejnego domu, który miał być przeznaczony na mieszkanie dla Nyczów i Eljaszów, aby całą „Eljaszówkę” można było wynajmować gościom. Deklarował chęć sfinansowania całego przedsięwzięcia, w zamian za co miał mieć do swojej dyspozycji jedno mieszkanie w nowym domu.
Eljasz dał się skusić i rozpoczął pertraktacje w sprawie parceli. Układał się początkowo z jednym z najbogatszych gazdów z ul. Kościeliskiej - Michałem Walczakiem, zwanym Michałkiem, a pośredniczył w transakcji ks. Józef Stolarczyk.
W archiwach Witolda H. Paryskiego zachował się list zakopiańskiego proboszcza, skierowany w tej sprawie do Eljasza:
Zakopane, 12/1 887
Kochany Panie Profesorze!
Z Michałkiem taka sprawa: teraz nic sprzedawać nie będzie - bo Mu Córka nie da. Atoli owa córka jest przeznaczona na Nauczycielkę koronek do Muszyny, więc jak się tam osiedli, albo się jej gdzie za mąż trafi - to na tedy sprzeda wszystko.
Michałek mię prosił - żeby się Panu Profesorowi od niego kłaniać i napisać, żeby Pan Profesor zechciał do lata poczekać – powtarzał - nic mnie nie zmusza do sprzedarzy [!].
Z mej strony dodaję: że bieda teraz u nas coś z gruntu kupować, bo jak się co trafi, to sami swoi między sobą wydzierają i jeden nad drugiego podwyższa. Kiedy coś - o tym powiem, ale natenczas więcej w tym względzie nie mogę pisać, bo więcej nie mogłem zrobić. A ja gdym zaczął Michałka namawiać - to Agniesia córka zaczęła płakać.
U nas jak bywało po dawnemu - jak słyszę dla Klimatyki podobno mało kto przybędzie, więc domy nasze będą stały puste - jak to nastąpi to i place stanieją.
My tu jeszcze nic w polu nie robimy, wszędzie śnieg i nie taje.
Ja kiepski na zdrowiu - poczyna się dychawica i nogi słabocieją.
Więc tego roku z wojny nic - a mnie się zdaje, że się już nie doczekam.
Ukłony i życzenia posełam i pragnę, abyśmy się zdrowi zobaczyli jak najprędzej.
Całuję Pana Profesora serdecznie
z przywiązaniem
Ks. Józef pod Giewontem
I tak to przez łzy Agnieszki do transakcji nie doszło. Ta Agnieszka, przywiązana do rodzinnej ziemi, rzeczywiście została nie tylko nauczycielką, ale nawet kierowniczką szkoły koronkarskiej w Muszynie i wykonywała koronki także i dla cesarskiej rodziny w Wiedniu. A potem wyszła za mąż za wielkiego polskiego leśnika, Stanisława Sokołowskiego, który dzięki pomocy rodziny Walczaków ukończył studia i został profesorem leśnictwa, wybudował potem willę „Ornak” w Jałowcach, przy Drodze do Białego w Zakopanem i miał z Agnieszką pięcioro dzieci. Czterej jego synowie także zostali w różnych dziedzinach profesorami...
Musiał zatem Walery Eljasz wyzbyć się myśli o budowie nowego domu przy ul. Kościeliskiej. A ponieważ prognozy ks. Stolarczyka co do zmniejszenia się zainteresowania Zakopanem na skutek wprowadzenia opłat klimatycznych nie sprawdziły się - zrezygnował w końcu z kupna nowej parceli i wystąpił do „zwierzchności gminnej” o pozwolenie na wybudowanie parterowego domu, według własnego tym razem planu, na południowo-zachodniej części własnej parceli.
18 października 1890 r. Eljasz podpisał kontrakt z majstrem ciesielskim Jędrzejem Galarowskim, który za 1950 guldenów zobowiązał się do wystawienia domu ze swego materiału. 27 października tegoż roku wójt zakopiański Jędrzej Tatar własnoręcznie (rzadkość w XIX-wiecznym Zakopanem) podpisał pozwolenie budowy:
W skutek wniesionej prośby przez Wgo Pana Walerego Eljasza celem pozwolenia na budowę nowego domu mieszkalnego z miękkiego materiału na kamiennym podmurowaniu według planu pod jednym dołączonego, który na ulicy ,,Stara Polana” w Zakopanem na swym własnym zielonym placu budowy wystawić zamierza - ze względu, że żadna przeszkoda nie zachodzi - udzielamy niniejsze pozwolenie budowy.
Tenże Jędrzej Tatar, podpisujący się jako wujt zatwierdził w lipcu 1891 r. ukończenie budowy. Ale w rok później jeszcze dobudowano piętro i wreszcie 12 lipca 1892 r. sprawujący funkcję naczelnika gminy rządowy komisarz Bronisław Schworm udzielił „konsensu na zamieszkanie” w wykończonym już domu.
Spółka z teściem okazała się wnet dla Eljasza kiepskim interesem i raz jeszcze potwierdziło się, że z rodziną dobrze się wychodzi tylko na zdjęciu, a nie w sprawach finansowych. Bowiem Karol Nycz, wyłożywszy pieniądze na budowę, rościł sobie pretensje do całości domu i niemal wyrugował zięcia z budynku. Chciał willę notarialnie zapisać na swoje nazwisko, ale okazało się to niemożliwe z uwagi na fakt, iż grunt był własnością Eljasza. W końcu, po licznych awanturach i obustronnych przykrościach ustalono, że ten budynek (podobnie jak i „Eljaszówka”) będzie współwłasnością Natalii i Walerego Eljaszów, a Karol Nycz otrzyma w nim do wyłącznej dyspozycji dwa pokoje, przedpokój, werandę i kuchnię ze spiżarnią. Do Eljasza, oczywiście, należało płacenie wszystkich podatków, remontów i tak dalej. W efekcie nawet nie można było przeznaczyć całości pierwszego domu na pensjonat, gdyż ceniący sobie wygodę i niezależność syn Stanisław zażądał, by w „Eljaszówce” mógł mieć na stałe własne, osobne mieszkanie.
A tymczasem okazało się, że mimo iż wójt Tatar nie widział żadnych przeszkód dla stawiania domu na „zielonej parceli” - przeszkody takie, przynajmniej w teoretycznym sensie prawnym istniały, tylko że nikt nie brał ich poważnie.
Lasy między Krupówkami a Chramcówkami i Starą Polaną, i dalej, aż do Hycowego Potoku, były pierwotnie własnością królewską, a następnie - dworską. Zgodnie ze starodawnym prawem góralscy właściciele okolicznych polan mieli w dworskich lasach tzw. prawo służebności - to jest uprawnienia do wypasu i pobierania drewna na opał i budulec. W latach 1873-74 nastąpiła przeprowadzona przez lwowskie Namiestnictwo regulacja serwitutów, na mocy której uprawnieni właściciele w zamian za zniesione prawo służebności otrzymali jako ekwiwalent pewien obszar lasu do wspólnego użytkowania. Chodziło o to, by powstrzymać wyniszczanie lasów - w dworskim, czyli „cudzym” niszczono las na szkodę właściciela, we własnym - przypuszczał ustawodawca - wprowadzi się jakieś ograniczenia. W myśl ustawy lasowej ekwiwalentowy obszar lasu miał być administrowany jako las gminny i utrzymany w całości. W latach 70. ub. w. uprawnionych do korzystania z owych lasów, gęsto porastających wschodnią część Zakopanego między Krupówkami a Antałówką, było około 30 właścicieli. Górale ci, sprzecznie ze wszystkimi przepisami, na mocy których zostali jedynie użytkownikami owych gminnych lasów, natychmiast podzielili ten obszar między siebie i zaintabulowali go hipotecznie stając się właścicielami. Po czym, w drodze dalszych podziałów rodzinnych i sprzedaży doszło do rozdrobnienia pierwotnych 7 parcel katastralnych tak, że po 20 latach miały już one 180 właścicieli, wśród których było 46 nie-górali, m.in. architekt Wandalin Beringer, właściciel projektowanej przez Witkiewicza „Zofiówki” Bronisław Chrostowski, profesor krakowskiego Gimnazjum św. Anny Jan Czubek, twórca tatrzańskiego narciarstwa Stanisław Barabasz, dyrektor Spółki Handlowej, uprzednio także nauczyciel z krakowskiego gimnazjum Wiktor Ciechomski, historyk literatury Piotr Chmielowski - oraz Natalia i Walery Eljaszowie.
Ilość parcel, będących hipoteczną własnością tych 180 osób szła już w setki i oczywiście grunty te już dawno przestały być lasami - wykarczowano je i w większości zabudowano willami. W latach 1874-1895 dokonało się na terenie Zakopanego największe przestępstwo przeciwko środowisku naturalnemu: w majestacie prawa gminnego i powiatowego, uzyskując sądowe potwierdzenie uprawnień, zakopiańczycy starej i nowej daty przez 20 lat zniszczyli niemal całkowicie lasy będące płucami Zakopanego. Zakopanego, które jako uzdrowisko miało leczyć płuca Polaków.
Z góry podobno lepiej widać, więc dopiero rząd Galicji - Wydział Krajowy we Lwowie zalecił w 1895 r. nowotarskiemu starostwu powstrzymanie dewastacji lasów, [...] które stanowią nie tylko ozdobę, ale i niezbędny warunek istnienia stacji klimatycznej w Zakopanem - jak konkludował poniewczasie kompetentny urzędnik lwowski. C.k. starostwo zastosowało się do zalecenia w iście galicyjski sposób - wystosowało do wszystkich 180 właścicieli inkryminowanych parcel pismo (pracowicie ręcznie w 180 egzemplarzach przepisane), w którym po przedstawieniu powyższego stanu rzeczy wyciągało następujące wnioski:
Za te przekroczenia należy winnych pociągnąć do odpowiedzialności karnej i w następstwie zażądać zabierania wszystkich parcel leśnych, które zostały pod budowle użyte.
Z uwagi jednak na okoliczność, że przeważna część osób, którzy dokonali podziału lasów już nie żyje, dla tych zaś, którzy parcele lasowe zabudowali realnościami, obowiązek zalesienia zabudowanych parcel pociągnąłby dotkliwe następstwa w stosunkach materialnych, c.k. starostwo odstępuje na razie od zarządzenia postępowania karnego w niniejszej sprawie, co jednak nie zwalnia właścicieli wyżej wymienionych parcel losowych od zadośćuczynienia wymogom § 2 ustawy lasowej. Wzywa się zatem wszystkich wymienionych właścicieli posiadłości leśnych, aby najpóźniej w przeciągu 3 miesięcy wnieśli do tut. c.k. starostwa prośbę o dodatkowe zezwolenie na przemianę gruntu leśnego na inne cele i do podania tego dołączyli wyciąg hipoteczny stwierdzający intabulację prawa własności, szkic sytuacyjny, względnie odbitkę z mapy katastralnej przedstawiające wszystkie parcele stanowiące własność petenta i arkusz posiadłości gruntowej wykazujący z jaką uprawą parcele stanowiące własność petenta zapisane są w katastrze gruntowym.
[...] W razie niewniesienia tego podania c.k. Starostwo nałoży [...] grzywnę 25 złr. która w razie opieszałości strony będzie podwyższoną, a niezależnie od tego wdroży postępowanie karne o przekroczenie § 2 ust. losowej.
Zarazem zakazuje c.k. starostwo przedsiębrania obecnie i w przyszłości przemiany gruntu leśnego na inne cele aż do uzyskania w tej mierze przepisanego zezwolenia.
A więc wystarczyło wnieść stosowne podanie, zmienić ex post kwalifikacje gruntu i - w myśl owego pisma z 20 listopada 1895 r. - przestępstwa nie ma. Lasu też nie ma, ale kogo to obchodzi? C.k. starostwo nie leczyło płuc w Zakopanem...
Walery Eljasz spokojnie zatem użytkował swoje domy postawione na dawnych serwitutowych parcelach leśnych, obecnie wyciętych. Dom, w którym spędzał od 1892 r. wszystkie wakacje aż do śmierci, stoi do dziś przy ul. Nowotarskiej 40. Po Eljaszu odziedziczyła go jego córka Zofia, a po niej - wnuk Walerego, dziennikarz Tadeusz Siemianowski. Od tamtych czasów willa, pozostająca nadal własnością tej rodziny, nosi nazwę „Siemianówka”.
Posiadłości w Zakopanem miały stanowić dla Walerego Eljasza nie tylko bazę turystyczną i letniskową, ale także wsparcie dla zawsze za małego domowego budżetu. Jednakże spodziewany efekt finansowy nie został osiągnięty - rocznie trzeba było opłacać ok. 200 guldenów podatków, podczas gdy dochody z domów w Zakopanem wahały się od 150 do 400 guldenów. Zresztą budowa drugiej willi wyczerpała Eljasza finansowo, ostatecznie popsuła stosunki z teściem, a sam dom nie był dlań sympatycznym miejscem.
W kwietniu 1889 r. najmłodsza córka Eljaszów, Wanda, zachorowała na zapalenie stawu biodrowego. Silne bóle, konieczność bezustannej opieki, umieszczenie dziecka na pół roku w gipsowym łóżeczku - wszystko to było dopiero początkiem śmiertelnej choroby Wandzi. Po blisko pół roku kuracji, przeprowadzanej w Zakopanem, dziewczynka częściowo odzyskała władzę w nogach, ale gruźlica kości zaatakowała w nieodwracalny sposób kręgosłup. Jesienią 1895 r. Natalia Eljaszowa, której towarzyszyła średnia córka Helena, pozostała z Wandzią w Zakopanem - liczono na to, że klimat tatrzańskiej zimy, tak zbawienny dla gruźlików, pomoże choremu dziecku. Nowy dom na Starej Polanie zamienił się w szpital, w którym trzy kobiety wyczekiwały na poprawę losu. Walery Eljasz, z powodu obowiązków nauczycielskich pozostający w Krakowie, gorzkniał coraz bardziej, straciwszy to, bez czego życie staje się udręką - wiarę i optymizm:
Ludzie wiedząc o naszym smutnym położeniu unikają zetknięcia z rodziną moją. Tam w Zakopanem siedzą one jak na pustyni, nikt ze znajomych nie zajrzy, aby pocieszyć te pustelnice. Mijają dnie całe, tygodnie, nawet miesiące bez zmiany na lepsze. Przynajmniej żona i córka starsza nie wiedzą przypuszczalnej prawdy, o jakiej mnie lekarze uprzedzili przed kilku miesiącami [...]. Żona w modlitwie szuka pokrzepienia, ja w to nie wierzę, bo już miałem czas przekonać się o złudzeniach religijnych, opartych na bańkach mydlanych [...]. Gdyby ludzie tę nicość swoją pojęli ze stanowiska sumienia, toby się starali o najwyższą moralność swoją, bo cnota tylko jest najwyższym dobrem człowieka, zaspokaja mu umysł, każe w każdym bliźnim widzieć swego brata, a nie oszukiwaliby siebie wiarą w gusła, jakie im narzucają od urodzenia ludzie z kasty duchownej dla własnego interesu.
W lutym 1896 r. stan zdrowia Wandy zaczął się gwałtownie pogarszać. Kilkakrotnie ojciec jeździł nocnym pociągiem do Chabówki, skąd pocztowymi saniami spieszył do Zakopanego. 6 marca 1896 r. telegram wezwał go znów do przyjazdu - ale nie zdążył już zastać córki przy życiu. Zmarła tego właśnie dnia po południu. W poniedziałek, 9 marca odbyła się msza żałobna w starym kościele zakopiańskim i góralscy przewodnicy odnieśli trumnę ze zwłokami 15-letniej córki pana Heliosa na cmentarz na Pęksowym Brzyzku.
Śmierć Wandy oddaliła od siebie jej rodziców. Natalia unikała ludzi, całe dnie spędzała na cmentarzu i w kościele, nie chciała chodzić na wycieczki. Walery, choć także przygnębiony, lgnął do reszty rodziny, spędzał wiele czasu w Tatrach w towarzystwie syna i starszych córek. Szczególnie przypadł mu wówczas do gustu pierwszy wnuk, syn Zofii -Tadzio Siemianowski. Jak nie cierpiał jego ojca, tak serdecznie pokochał miłego, nad wiek rozwiniętego chłopczyka. Może dlatego, że urodził się na 2 tygodnie przed śmiercią Wandzi?
Stan zdrowia Walerego Eljasza także jest wtedy nie najlepszy. Duszności, niewydolność układu trawiennego i krążeniowego powodują, że wycieczki w Tatry stają się coraz bardziej uciążliwe. Mimo to, a może właśnie dlatego rwie się w góry: Owe tedy moje wycieczki na wyżyny tatrzańskie nie są czym innym tylko zaspokojeniem wzburzonych uczuć zniewalających mnie do szukania wrażeń nad przepaściami, do wdzierania się na najwyższe szczyty, bo przyroda górska, to cudo natury, chociaż częściowo działa na zaspokojenie pragnień mego ducha. Gdybym tam nawet gdzieś śmierć znalazł, toby był dla mnie najidealniejszy koniec życia. Przecież dla mego fantastycznego usposobienia śmierć zwyczajna w łóżku ze zwykłej choroby wydaje się tak obrzydliwą, że pragnę, aby mnie to nieszczęście nie spotkało. Gdziekolwiek paść na udar serca uważałbym za największy dar Opatrzności dla mnie, niech pęknie to serce, które z nadmiaru uczuć nie może znaleźć zaspokojenia [...].
Po śmierci Wandy unika tłumnych zgromadzeń, wycofuje się tymczasowo z działalności w rozmaitych stowarzyszeniach (a był nawet - za sprawą Janoty - członkiem Krakowskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt), rezygnuje na kilka lat z pracy w Wydziale Towarzystwa Tatrzańskiego. W 1896 r. kończy dwuletnią pracę w Komisji Klimatycznej, do której był delegowany przez Wydział Krajowy. Wszakże działalność publiczna Eljasza całkiem nie ustaje.
Z początkiem 1897 r., przygotowując publikację o koronach królów polskich, odwiedził Wawel, w którym w owym czasie mieściły się austriackie koszary. Przygnębiający widok największego narodowego zabytku, niszczejącego i zhańbionego przez okupantów, skłonił Eljasza do napisania w „Reformie” (21 I 1897 r.) artykułu, w którym apelował do polskich posłów, by walczyli o oddanie Wawelu narodowi polskiemu. Idea Eljasza trafiła na dobry grunt i choć obiektywnie można by go oskarżać, że postulat ten jest działaniem w kierunku osłabienia siły obronnej miłościwie panującego w Galicji mocarstwa - posłowie podjęli ów apel i zrealizowali go w chytry sposób. Oto w 1898 r. przypadała 50. rocznica wstąpienia na tron cesarza Franciszka Józefa. Postanowiono więc dla uczczenia tego jubileuszu wybudować w prezencie dla sędziwego władcy i jego „niezwyciężonej” armii nowe koszary... A Wawel - siedzibę polskich królów - odrestaurować tak, iżby stał się miejscem godnym cesarza, który jako „spadkobierca” tychże królów miałby w nim rezydencję, w razie gdyby do Krakowa przyjechał.
Dwór na Schönbrunnie przyjął z wdzięcznością polską ofertę. Koszary wybudowano i wojsko przeszedłszy do nowych budynków opuściło Wawel. Walery Eljasz uratował go dla Polaków.
Cóż... Czy można wyobrazić sobie większy kolaboracjonizm i serwilizm niż ochocze budowanie z własnej inicjatywy koszar dla zaborczego wojska i obchodzenie jubileuszu najeźdźczego monarchy? Czyż nie jest szarganiem narodowej świętości ofiarowywanie siedziby polskich królów obcemu cesarzowi, którego poprzednicy wyrugowali naszych władców z ich suwerennych praw? Ale, obiektywnie rzecz biorąc, ów galicyjski serwilizm spowodował przywrócenie Wawelowi dawnej funkcji. Co znów krzepiło uczucia narodowe. Nie zawsze czarne jest czarne...
W Zakopanem tymczasem definitywnie kończyła się epoka pionierów i taterników w stylu Chałubińskiego i Eljasza. Otwarcie w 1884 r. linii kolejowej z Krakowa do Chabówki skróciło podróż spod Wawelu pod Giewont do jednego tylko dnia. Niebawem nowy właściciel dóbr zakopiańskich, hr. Władysław Zamoyski, wspierany przez działaczy Towarzystwa Tatrzańskiego i światlejszych górali z drem Andrzejem Chramcem na czele rozpoczęli starania o otwarcie linii łączącej Chabówkę z Zakopanem. Pod Tatry przyjeżdżali coraz liczniej goście, ale stosunkowo coraz mniej było wśród nich letników - to jest takich, którzy z całą rodziną, kuchnią i służbą zjeżdżali na całe lato, wynajmując mieszkanie z pełnym wyposażeniem i samemu prowadząc sobie gospodarstwo. Coraz więcej bywało chorych, którzy osiadając w Zakopanem nieraz na kilka lat wynajmowali góralskie chałupy mając w nich zapewnioną opiekę, coraz więcej także pojawiało się turystów, którzy zadowalali się skromnym kątem.
Nową epokę w dziejach Zakopanego rozpoczęło otwarcie ruchu kolejowego między Chabówką a Zakopanem 25 października 1899 r. Budowę przeprowadziło prywatne towarzystwo akcyjne, na czele którego stał hrabia Zamoyski. Władze austriackie długo nie chciały wyrazić zgody na budowę, Zamoyski z Chramcem nawet wycierali w tej sprawie cesarskie korytarze w Wiedniu, wreszcie użyli podobnej metody jak polscy posłowie w kwestii Wawelu - argumentując, że linia ta jest niezbędna z przyczyn wojskowych. Poskutkowało i po 15 latach od poprowadzenia kolei do Chabówki pierwszy pociąg wjechał na nieszczęśliwie usytuowaną (ale na gruntach Zamoyskiego) zakopiańską stację kolejową. Oszczędny hrabia nie chciał uwzględnić postulatów zakopiańskiej inteligencji, by zlokalizować dworzec z dala od ówczesnego centrum uzdrowiskowo-leczniczego, jakim były Chramcówki: po pierwsze, wykupując inny grunt, trzeba by płacić komuś obcemu, po drugie - dworzec przy Chramcówkach był wygodny dla gości zakładu dra Andrzeja Chramca.
W ten sposób droga kolejowa, łącząca Kraków z Zakopanem, została wreszcie ukończona. Składała się ona (i składa nadal) z trzech odcinków, w rozmaitym czasie budowanych i mających ongi różny status prawny. Najstarszy, łączący Suchą Beskidzką z Chabówką, był to fragment państwowej c.k. linii kolejowej między Wiedniem a Lwowem. Kraków, a właściwie Podgórze, połączone było z Suchą linią lokalną, krajową. Wreszcie Chabówka z Zakopanem - linią prywatną.
„Kolej podhalska” - jak ten odcinek nazwał „Przegląd Zakopiański” - była nie tylko długo oczekiwanym udogodnieniem dla gości z całego kraju udających się w Tatry, ale i dobrym interesem dla akcjonariuszy. Dbały o dochody hr. Zamoyski wymógł bowiem za pośrednictwem dra Chramca na zakopiańskiej władzy gminnej i klimatycznej, że, by zapewnić rentowność przedsięwzięcia, będą one płaciły spółce rocznie po 2 tysiące guldenów. Hrabia argumentował słusznie, że kolej zwiększy napływ gości, a co za tym idzie – dochody miejscowej ludności i uzdrowiska. I choć już w trzecim roku istnienia linia ta okazała się najbardziej zyskowna ze wszystkich w Galicji - gmina i Klimatyka nadal wpłacały haracz na konto spółki, uszczuplając wydatnie własne budżety. Dopiero 16 marca 1931 r. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwalił upaństwowienie kolei zakopiańskiej - poprzez wykup akcji od właścicieli.
Od dnia 25 października 1899 r. czas potrzebny na przejechanie z Krakowa do Zakopanego skrócił się do 8 godzin w dzień - w nocy było gorsze połączenie, bo na przesiadkę trzeba było w Chabówce czekać 4 godziny.
W latach trzydziestych, staraniem Aleksandra Bobkowskiego uruchomiono na tej trasie lux-torpedy, przewożące gości z Krakowa do Zakopanego w dwie i pół godziny. Dziś pociąg ekspresowy pokonuje tę odległość w ponad 3 godziny...
Walery Eljasz z żoną wybrali się do Zakopanego koleją już w tydzień po jej uruchomieniu, na Wszystkich Świętych, chcąc 1 listopada odwiedzić grób Wandzi. Zwolennik postępu cywilizacyjnego uważał otwarcie nowej linii za wielki krok naprzód w popularyzacji Tatr, nadto stwierdzał, że „jazda tą koleją jest bardzo zajmującą z powodu widoków wspaniałych na Tatry”. Nie spodziewał się, że nowa kolej przyczyni się do zupełnego krachu „Eljaszówki”.
Bowiem nie tylko więcej ludzi zaczęło co roku przyjeżdżać do Zakopanego, przyjeżdżali także inni ludzie, o innych wymaganiach. Zaczęli przeważać wśród nich turyści: goście kilku- czy kilkunastodniowi. Ci nie wynajmowali domów, woleli zatrzymać się w hotelach. Co prawda, pierwsze hotele (Kuliga na początku Krupówek, Urbana w środkowej ich części, Uznańskiego w Jaszczurówce) powstały w Zakopanem w latach 1885-87, ale na większą skalę przemysł hotelarski zaczął się rozrastać dopiero w drugiej połowie lat 90. Luksusowe „Hotel-Pensions”, zapewniające gościom całodzienne utrzymanie przy wspólnym stole - table d’hôte i hotele z własnymi restauracjami, a także małe pensjonaty zaczęły wypierać dawne wille do wynajęcia dla letników prowadzących własne gospodarstwo.
W tej sytuacji warunki materialne rodziny Eljaszów, do których coraz mniej przyjeżdża gości, stają się coraz trudniejsze. Dopiero po roku starań, z początkiem 1904 r., Walery dostaje skromną emeryturę. Jednak psychicznie emerytem czuje się już od dawna. Żyje pod ciągłą grozą nagłej śmierci, rodzina okazuje mu wielką troskliwość, którą, jak zwykle opacznie interpretuje jako działanie przeciwko niemu:
Nakreśliwszy gorącą odezwę w sprawie obrony granic nad Morskim Okiem, którą wydrukowały dzienniki, miałem na wiecu w Zakopanem wygłosić referat dla umotywowania rezolucyj do władz, tymczasem syn przybywszy ze Lwowa narobił tyle hałasu, że się zajmuję sprawami publicznymi, że to mi na zdrowiu zaszkodzi i sam zajął moje miejsce ogłosiwszy na wiecu, że stan mego zdrowia nie pozwala mnie tu przemawiać. Publicznie ogłoszony przez syna za emeryta, któremu tylko wegetować wolno, stałem się mimo woli wypuszczonym poza nawias w społeczeństwie do tego stopnia, że nawet przeze mnie doprowadzone do skutku wydanie pamiętników Andrusikiewicza z dostarczeniem ilustracyj oraz wynalezienie nakładcy we Lwowie w redakcji „Kuriera Lwowskiego” mi odjął syn. Cóż się tu dziwić, że dla majątku robią ludźmi niedołężnymi, kiedy dla jakiejś ambicji usunął mnie syn od udziału w życiu publicznym. Nawet to, com sam zdziałał ma być odtąd przestarzałą pracą, decyzję we wszystkim, co dotychczas było moim polem działania, usuwa mi z rąk, jakby od zdziecinniałej istoty.
Wszystko odtąd, co wykonam, będzie absolutną moją własnością, bo nawet przed wykonaniem nie mogę wspomnieć o tym w domu, aby znowu nie ogłoszono na drugim wiecu, że dla zdrowia nic mi robić nie wolno i że wszystko za mnie wykonuje syn, a ja się tylko podpisuję. (Już ktoś przed synem się wyraził, że Przewodnik do Tatr jest pewnie jego pracą, a ja tylko tytularnym jego autorem!!).
Koniunktura finansowa chwilowo poprawia się w 1903 r. dzięki modzie na tatrzańskie korespondentki. Ale moda ma to do siebie, że przemija, w przeciwieństwie do potrzeb życiowych, podatków itp. Ma Eljasz w Zakopanem „utopione” w gruncie i budynkach jakieś 15 tysięcy guldenów, chce je odzyskać poprzez sprzedaż nieruchomości - na próżno. Chętnych na kupno nie ma. Zresztą w podobnej sytuacji jest większość drobnych posiadaczy willi w Zakopanem - brak im pieniędzy na zamienienie ich w hotele lub pensjonaty, a w takim stanie, w jakim są - dochodu nie przynoszą.
Z miesiąca na miesiąc Walery Eljasz zniechęca się coraz bardziej do Zakopanego. Nadal dręczy go żal po stracie córki, którą przypomina mu każdy sprzęt w zakopiańskim domu. Wokół coraz mniej ludzi, z którymi stykał się w pionierskiej dla Zakopanego epoce: jedni poumierali, drudzy już nie przyjeżdżają. Choć nadal w świecie turystycznym Eljasz cieszy się wielkim szacunkiem, choć wrócił do władz Towarzystwa Tatrzańskiego - ze współczesnymi bywalcami stolicy Tatr nie umie znaleźć wspólnego języka. Ta nowoczesność i cywilizowanie Tatr, o które tak zabiegał - zmieniły dawną piękną wioskę w prowincjonalne miasteczko, w dychawiczny kurort. Jeszcze wciąż bywają tu mistrzowie pióra i palety, tytani intelektu, wybitne indywidualności artystyczne i naukowe, ale giną już w masie bezpostaciowego tłumu, dwa razy dziennie wywalającego się z wagonów „kolei podhalskiej”. To jeszcze ciągle „letnia stolica Polski”, „Polskie Ateny” i „Polski Piemont” - jak nazywają Zakopane, ale to nie jest Zakopane Walerego Eljasza.
Dotychczas przed owymi zmieniającymi się na niekorzyść stosunkami uciekał w głąb Tatr. Teraz i to los mu zabrał, ze względów zdrowotnych. Pozostały wspomnienia, pisanie artykułów, rozpamiętywanie wspaniałych tatrzańskich dokonań, ale coraz mniej interesują one współczesnych czytelników: Dziś nawet nie mam z kim dzielić opowiadania doznanych wrażeń, bo nowe pokolenie z pychą patrzy na nasze dawniejsze wyprawy po Tatrach. Dzisiejszy turysta, przebrawszy się w modny kostium i opatrzywszy się w przyrządy alpejskie pyta się która turnia jeszcze nie zwiedzona? [...] a jeżeli wlecze się na szczyt rozgłośny, to całkiem nowym torem, bo starym szlakiem wstyd takiemu chodzić po Tatrach. Pytajcie takiego zarozumialca o wrażenia, gdy jemu idzie o trudność wycieczki!
W dziedzinie sztuki odszedł już także na dalszy plan, wyparty przez następców, nie doceniony przez krytyków. Hrabia Jerzy Mycielski w swej pracy o historii malarstwa w Polsce poświecił mu ledwo parę linijek, całkowicie negatywnie oceniając jego twórczość. A ani Mycielski, ani inni znawcy, ani nawet sam Walery Eljasz nie dostrzegli wtedy ogromnej dokumentalnej wartości jego prac, zwłaszcza ilustratorskich. On sam dopiero pod koniec życia zacznie spisywać swoje prace rysunkowe, jednak tylko te, z których wykonano klisze drukarskie. Pracy tej zresztą nie ukończy i dopiero po latach historycy sztuki (Ludwik Grajewski, Bibliografia ilustracyj, Lwów 1933) odnotują znikomą część jego pracy ilustratorskiej.
Bieda pospołu z chorobami zaglądają do drzwi domu przy ulicy Karmelickiej 23 w Krakowie. Coraz bardziej niewyraźnym pismem notuje swe gorzkie spostrzeżenia w pamiętniku. 14 stycznia 1905 r. na ostatniej stronie zapisał:
Cala nadzieja w zakończeniu życia. Idąc spać w takim ciągłym utrapieniu o pieniądze, marzeniem się mi zdaje myśl oswobodzenia, aby się już więcej nie obudzić! Oto są stosunki, zachęcające do pracy, do życia! W narodzie tak niekulturalnym, jak polski, to pracownicy w zakresie sztuki są na nędzę skazani, jeżeli nie zdobędą sobie jakiejś posady.
Ave Patria, moriturus te salutat.
Było to rzeczywiście pozdrowienie umierającego - i ostatni zapis w pamiętniku. 22 marca 1905 r. Walery Eljasz zmarł nagle w Krakowie na atak serca, podczas przygotowywania do druku kolejnego tomu „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego”. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim w grobowcu rodzinnym Nyczów, w kwaterze „O”. Wieniec z kosodrzewiny od górali tatrzańskich położyli mu na grobie przedstawiciele czterech pokoleń przewodników: Szymon Tatar Starszy, Klimek Bachleda, Bartuś Obrochta i Jan Obrochta Bartków. Na szarfie widniał napis: Ojcu swemu i obrońcy.
Towarzystwo Tatrzańskie nazwało imieniem Eljasza Zawiesistą Turnię nad Doliną Miętusią - ale nazwa ta jest obecnie rugowana, bo jest sprzeczna z zasadami nazewnictwa, przyjętymi przez komisję, w której pracował także i Eljasz. Zapewne niebawem jakiś remanent nazewniczy usunie z map Wrota Chałubińskiego zastępując je dawniejszą nazwą Zawracik, Przełęcz Stolarczyka, Tetmajera i Nowickiego, Żleb Kulczyńskiego i Kirkora... Dopóki zaś równej, choć nieco absurdalnej (jak każda ortodoksja) miarki nie przyłoży się do wszystkich tego typu nazw - uznać trzeba, że pech prześladujący Eljasza za życia nie opuścił go i po śmierci. Bo jeżeli w ogóle czyjeś zasługi w Tatrach mają być w nazwach upamiętnione - to przecież Walery Eljasz na takie uczczenie z pewnością uczciwie zapracował.
Towarzystwo Tatrzańskie postanowiło również wydać jego podobiznę wraz z życiorysem i rozdać ludowi na Podhalu. Lud czeka do dziś.
Pozostały po nim, jako najtrwalsze pomniki, jego książki i artykuły, obrazy i rysunki oraz dobra pamięć, jaką o panu Heliosie zachowywali przez lata górale w Zakopanem.
Na ostatniej karcie ostatniego raptularza tatrzańskiego zapisał Walery Eljasz wiersz, który powstał 10 września 1903 r., w zakopiańskiej willi „Koleba”. Autorem jest dawny towarzysz z wyprawy na Furkot i Żelazne Wrota - Jan Kasprowicz.
Wiatr zgina sieroce smreki,
W okna mi deszczem siecze –
Cicho się moja dusza
Po mgławych drogach wlecze.
Ku turniom płynie krzesanym,
Ku perciom nad przepaściami,
Gdzie widmo bożych tajemnic
Zmaga się w szumach z nami.
Ku wirchom płynie strzelistym,
Spowitym w słoneczne złota,
Gdzie o bezbrzeżnych przestworzach
Samotnie śni tęsknota.
Po reglach pełzną dymy,
Mgławica deszczem prószy -
Hej, góry, zaklęte góry,
Tęsknico mojej duszy!