Maciej
Pinkwart
Zakopiańskim
szlakiem
Walerego i Stanisława
Eljaszów
Mojej Córce – Joasi
Odcinek 5
Filar Towarzystwa Tatrzańskiego
W Zakopanem koło Ronda, u zbiegu ulic Bronisława Czecha i Tytusa Chałubińskiego rósł kiedyś gęsty las. Właściciele dóbr zakopiańskich, Homolacsowie, ogrodzili spory kawał tego terenu i zaczęli hodować tam zwierzynę - ot, tak, dla rozrywki. Tu, gdzie dziś urzędują dyrektorzy Tatrzańskiego Parku Narodowego i tu, gdzie olimpijczycy i kadrowicze szlifują formę w Centralnym Ośrodku Sportowym - przechadzały się jelenie, sarny i daniele, a cały ten obszar nazywano Zwierzyńcem. Następny właściciel „Państwa Zakopane”, Ludwig Eichborn, urządził tam „Pawilon Myśliwski”, gdzie lubił przyjmować ważniejszych gości.
3 sierpnia 1873 r. do Eichborna przyjechał właściciel Szczawnicy, znany społecznik Józef Szalay. Z tej okazji Eichborn wydał w Zwierzyńcu przyjęcie, w którym prócz gospodarza i jego gościa ze Szczawnicy wzięli udział warszawski lekarz dr Tytus Chałubiński, zakopiański pleban ks. Józef Stolarczyk, emerytowany kapitan wojsk austriackich i poseł na sejm Feliks Pławicki, redaktor czasopisma „Zdrojowiska” Bolesław Lutostański i adwokat Stanisław Biesiadecki. Podczas uczty, gdy spełniano kolejne toasty pod hasłem miłości do Tatr, Pławicki rzucił pomysł, by powołać towarzystwo, którego zadaniem byłoby uprzystępnianie tych gór i dla nauki i turystyki oraz ich popularyzacja w społeczeństwie.
Myśl sama w sobie nie była nowa - od lat blisko już dwudziestu istniał brytyjski Alpine Club, od 1869 r. próbowano założyć Towarzystwo Karpackie po węgierskiej stronie Tatr (jednym z jego założycieli był właśnie Szalay), a w 1871 r. właściciel Ludźmierza Adolf Tetmajer (ojciec poety Kazimierza) zamierzał zainicjować utworzenie polskiego towarzystwa górskiego. Stąd też propozycja Pławickiego przyjęta została entuzjastycznie przez obecnych na spotkaniu w Zwierzyńcu zakopiańskim. Omówiono wstępnie zasady organizacyjne Towarzystwa Tatrzańskiego i upoważniono pomysłodawcę do opracowania statutu i podjęcia starań o jego rejestrację.
W pełnym gości Zakopanem A. D. 1873 (przyjechało wtedy przeszło 400 osób) wieść o zawiązaniu się towarzystwa rozeszła się szybko i zyskała powszechne poparcie. Pławicki dobrał sobie do współpracy trzech najlepszych znawców Tatr - Eugeniusza Janotę, Maksymiliana Nowickiego (wybitnego przyrodnika i taternika) i Walerego Eljasza. Rozpoczęto wstępne prace nad statutem, jednakże sezon letni dobiegł tymczasem końca, a w dodatku 1 września 1873 r. wybuchła w Zakopanem epidemia cholery, więc kto żyw uciekał do domu. Rozjechali się i organizatorzy Towarzystwa Tatrzańskiego, a obowiązki zawodowe rozdzieliły twórców statutu: Nowicki i Eljasz powrócili do Krakowa, Pławicki i Janota - do Lwowa. Pierwszą wersję statutu przygotowali z końcem roku lwowianie, którym pomagał Stanisław Biesiadecki.
Według tego dokumentu nowa organizacja otrzymała nazwę „Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie z siedzibą w Nowym Targu”. 31 grudnia 1873 r. litograficznie powielone egzemplarze statutu podpisali jako formalni członkowie-założyciele: hr Mieczysław Rey, Jadwiga z Zamoyskich księżna Sapieżyna, Marcin Nałęcz-Kęszycki, Ludwig Eichborn, Feliks Pławicki i Józef Szalay.
Pierwsza wersja statutu wymagała jednakże uzupełnień. Dokonali ich (wprowadzając do dokumentu m.in. obowiązek działań na rzecz ochrony zwierząt tatrzańskich) Pławicki i Janota i ten statut został zatwierdzony przez lwowskie namiestnictwo 19 marca 1874 r.
Członkiem-założycielem Galicyjskiego Towarzystwa Tatrzańskiego można było zostać po opłaceniu 100-guldenowego wpisowego. Zwykłym członkiem zostawało się już za 6 guldenów. Członek - założyciel dysponował za swoje pieniądze pięcioma głosami, zwyczajny - jednym. Niebawem do grona założycieli weszli jeszcze Adam Uznański, Walery Rzewuski, Bolesław Lutostański, Władysław Markiewicz, Wincenty Arnese, Antoni Marfiewicz i Maksymilian Nowicki. Jak widać - nie ma wśród założycieli nawet wszystkich inicjatorów przedsięwzięcia - uderza na tej liście brak Janoty, Eljasza, Stolarczyka i Chałubińskiego. W przypadku trzech pierwszych zadecydowała o tym wysoka opłata wpisowa (nb. za profesora Nowickiego zapłacił 100 guldenów jego przyjaciel Marfiewicz), w przypadku Chałubińskiego - fakt, że był „poddanym rosyjskim” i w myśl postanowienia Rady Stanu Królestwa Polskiego z 1821 r. nie mógł zostać członkiem towarzystwa „zagranicznego” bez udokumentowania, że nie ma ono celów politycznych.
Założyciele zebrali się po raz pierwszy 10 maja 1874 r. w sali krakowskiego Muzeum Techniczno-Przemysłowego. Prezesem Wydziału (czyli zarządu) Galicyjskiego Towarzystwa Tatrzańskiego został Mieczysław Rey, wiceprezesem właściciel dóbr szaflarsko-poronińskich Adam Uznański, sekretarzem Maksymilian Nowicki. skarbnikiem Walery Rzewuski - fotograf, a członkami Józef Szalay, Ludwig Eichborn i Feliks Pławicki.
W toku posiedzenia podniesiono wiele zarzutów pod adresem tylko co zatwierdzonego statutu. Krytykowano m.in. zawężenie - już w nazwie - zakresu Towarzystwa tylko do Galicji. Wybrano więc komisję statutową, tym razem złożoną z mieszkańców Krakowa (Lutostański, Markiewicz, Nowicki), która opracowała kolejny, trzeci już projekt. Współdziałał z nią Walery Eljasz - i on to właśnie zaproponował, by zmienić nazwę na „Towarzystwo Tatrzańskie”, co umożliwi działanie w nim Polakom ze wszystkich dzielnic podzielonego kraju.
Pierwsze walne zgromadzenie członków odbyło się 31 maja 1874 r. w Krakowie. Zatwierdzono nową nazwę i nowy statut, który poza istotnymi zmianami w strukturze organizacyjnej wprowadzał rozszerzenie celów i środków działania.
CEL.
§ 1.
Celem Towarzystwa jest:
1. Umiejętne badanie Karpat, a w szczególności Tatr i Pienin, oraz rozpowszechnianie zebranych o nich wiadomości.
2. Zachęcanie do ich zwiedzania i ułatwianie przystępu do nich i pobytu tamże turystom, a w szczególności swoim członkom oraz badaczom i artystom udającym się do Karpat, Tatr i Pienin w celach naukowych i artystycznych.
3. Ochrona zwierząt halskich (alpejskich) mianowicie kozic i świstaków.
4. Wspieranie przemysłu górskiego wszelkiego rodzaju.
ŚRODKI.
§ 2
Środkami do osiągnięcia wymienionych celów są:
1. Zebrania towarzyskie i wspólne wycieczki.
2. Odczyty naukowe i turystyczne.
3. Wydawanie lub wspieranie wydawnictwa prac literackich, pisma czasowego lub publikacyj graficznych, opisujących lub przedstawiających Karpaty, a w szczególności Tatry i Pieniny.
4. Zakładanie zbiorów książek, kart (map), panoram, przedmiotów służących do wszechstronnego poznawania przyrody górskiej, wreszcie wzorów do przedmiotów służących do podróży i wycieczek górskich.
5. Starania o zniżenie opłat dla członków na kolejach galicyjskich i węgierskich do gór wiodących.
6. Ulepszanie i utrzymywanie komunikacji w górach, w szczególności w Tatrach i Pieninach.
7. Budowanie i utrzymywanie schronisk w górach, otwieranie widoków, stawianie drogowskazów.
8. Urządzenie służby przewodników i zaprowadzenie straży tatrzańskiej.
9. Wspieranie przedsiębiorstw prywatnych, ułatwiających spełnianie zadań na Towarzystwie ciążących.
10. Zawiązanie stosunków z Komisją fizjograficzną, ustanowioną przy c.k. Akademii Umiejętności w Krakowie, z Węgierskim Towarzystwem Karpackim w Kesmarku, wreszcie z Towarzystwami alpejskimi zagranicznymi w celu wymiany spostrzeżeń, zaprowadzenia możliwych ulepszeń i jednolitości badań umiejętnych.
Zlikwidowano nierówność głosów wynikającą z wysokości składek, ustanowiono trzy kategorie członków - dożywotnich (dawnych założycieli), zwyczajnych i honorowych i postanowiono zwrócić się do następcy tronu - arcyksięcia Rudolfa o objęcie protektoratu nad Towarzystwem. Siedzibą TT stał się Kraków, tam też wyłącznie miały się odbywać coroczne walne zgromadzenia wyborcze.
Przeciwko temu punktowi ostro oponował Walery Eljasz i inni prawdziwie związani z Tatrami działacze Towarzystwa, którzy domagali się, by zgromadzenia takie zwoływano w sezonie w Zakopanem. Dałoby to możliwość wpływania na działalność Towarzystwa i skład jego władz większej liczbie członków z całego kraju. Nadto - co było jasno czytelnym podtekstem postulatów Eljasza - dzięki „opcji zakopiańskiej” do władz TT weszłoby więcej prawdziwych turystów, a mniej przedstawicieli arystokracji, z których wielu znało Tatry jedynie z daleka. W owych latach bowiem do zarządów rozmaitych stowarzyszeń wybierano z reguły ustosunkowanych i korzystnie skoligaconych arystokratów w nadziei, że dzięki nim zdobędzie się przychylność władz, co ułatwi stowarzyszeniu działalność.
Zresztą, takie „protekcjonistyczne” myślenie nie jest obce wielu organizacjom i dzisiaj - tyle że innych protektorów wybiera się do zarządów. Z reguły i tamci dawni, i ci dzisiejsi są w nich martwymi duszami, a spodziewane strumienie łask od tronu rzadko kiedy rzeczywiście spływają na uhonorowane protektoratem organizacje.
W Towarzystwie Tatrzańskim aż do 1912 r. na stanowisko prezesa wybierano wyłącznie arystokratów - pierwszym naukowcem na tym stanowisku został profesor Władysław Szajnocha. Zatem przez cały okres swej działalności w TT musiał Walery Eljasz współpracować z utytułowanymi i zwykle niekompetentnymi partnerami, których nie cierpiał. Także i ci prawdziwi turyści w zarządzie Towarzystwa w większości z typowo galicyjską galanterią wobec władzy ustępowali pod presją „prestiżowych” współtowarzyszy. Eljasz swym wystąpieniem nie zyskał sobie aprobaty „możnych” i do prokrakowskiego Wydziału nie wszedł, choć już 1 czerwca 1874 r. zaproszono go na posiedzenie prezydium zarządu dla opracowania preliminarza wydatków na roboty w Tatrach, uznając jego największą kompetencję w sprawie ścieżek górskich.
Wszedł natomiast do Wydziału (22 listopada 1874 r.) nauczyciel - kolega Eljasza z Gimnazjum św. Anny, Leopold Świerz, jeden z głównych popleczników „panów krakowskich”, który w latach 1874 - 1903 był sekretarzem Towarzystwa, organizował przewodnictwo tatrzańskie, redagował „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego” i na jego łamach publikował sprawozdania z działalności TT, stając się jego pierwszym kronikarzem. Stosunki między Świerzem a Eljaszem, mimo że łączyła ich i wspólna praca zawodowa, i działalność społeczna, i rzeczywista znajomość Tatr - a może właśnie dlatego - były nie najlepsze, często wręcz złe. Stąd Świerzowe sprawozdania dość lakonicznie wspominają o zasługach Eljasza dla Towarzystwa. A kiedy w 1896 r. brodaty sekretarz TT opublikował Krótki przewodnik do Tatr - stał się, jako konkurent, nader dla Eljasza niesympatycznym człowiekiem.
W 1876 r. Walery Eljasz wszedł w skład jednej z najważniejszych komórek TT - komisji do spraw nazewnictwa miejscowego, gdzie wiele lat działał wespół z Bronisławem Gustawiczem, ks. Wawrzyńcem Augustynem Sutorem, Leopoldem Świerzem, Eugeniuszem Janotą i ks. Józefem Stolarczykiem. Komisja ta początkowo miała być organem pomocniczym dla przygotowywanej edycji mapy Tatr (w tzw. komisji mapy zasiadali potem obaj Eljaszowie), jednak praca jej miała w praktyce znacznie szerszy zakres (ustalanie nazewnictwa obowiązującego, nadawanie nowych nazw), a dla samego Walerego stała się punktem wyjścia dla własnych badań toponomastycznych. Zbierał nazwy miejscowe w terenie, zapełniał całe strony w notesach zestawieniami nazw, wypisanych z dzieł Staszica i Zejsznera, z literatury spiskoniemieckiej, ze starych opisów wycieczek. Zdobytą w ten sposób wiedzę wykorzystywał przede wszystkim we własnych publikacjach, w ekspertyzach opracowywanych dla obrońców polskich praw do Morskiego Oka i... w sporach z innymi autorami. Udzielał także instruktażu przewodnikom tatrzańskim, którzy nieraz pod wpływem kontaktów z turystami węgierskimi i spiskimi zastępowali rdzenne miejscowe nazwy modnymi obcymi naleciałościami. Doprowadził do tego, że w r. 1903 na zebraniu grupy najwybitniejszych przewodników góralskich w Domu pod Jedlami zobowiązali się oni do używania wyłącznie polskich nazw wobec swych gości. Badania nazewnictwa tatrzańskiego kontynuował i znacznie rozwinął Stanisław Eljasz, który wkrótce stał się największym znawcą tej problematyki.
Także od 1876 r. Walery Eljasz współpracował z organem TT - „Pamiętnikiem Towarzystwa Tatrzańskiego”. Już w pierwszym tomie rocznika odnajdujemy cykl drzeworytów jego autorstwa, ilustrujących artykuły M. Nowickiego Rzeźba Tatr i W. A. Sutora Życie pasterskie w Tatrach. Rok później opublikował Eljasz w „Pamiętniku” artykuł Krzyżne, któremu towarzyszył rysunek słynnego widoku z tej przełęczy. Odtąd niemal każdy kolejny tom zawierał jego publikacje, a od 1903 r. Walery Eljasz praktycznie pełnił funkcję redaktora „Pamiętnika”.
27 maja 1877 r. odbyło się w Krakowie walne zgromadzenie członków Towarzystwa. Eljasz był jednym z sekretarzy zebrania, a następnie tak żywo brał udział w dyskusji nad przedstawionym przez Świerza preliminarzem budżetu, że został zgłoszony i wybrany do nowego Wydziału Towarzystwa. Obok niego we władzach zasiedli: Mieczysław Rey jako prezes, Władysław Ludwik Anczyc jako wiceprezes, Leopold Świerz - sekretarz, Daniel Wierzbicki - skarbnik, oraz dr Alojzy Alth, Aleksander Bondzewicz, ks. Marceli Chmielewski, dr Franciszek Czerny, dr Julian Grabowski, dr Izydor Kopernicki, Henryk Niewiadomski, Mieczysław Pawlikowski, dr Antoni Rehman, dr Stanisław Smolka, ks. Wawrzyniec Augustyn Sutor, Henryk Wachtel.
W łonie zarządu TT Walery Eljasz był członkiem nader aktywnym. Brał udział we wszystkich zebraniach, opracowywał wnioski i plany działania, w późniejszych latach zestawiał projekty porządku obrad. Nadal walczył z zasadą odbywania walnych zebrań w Krakowie, usiłując przenieść najwyższe forum organizacji pod Tatry.
Mimo zaangażowania do tego pomysłu samego Chałubińskiego, mimo poparcia ze strony wielu turystów - krakowscy konserwatyści pozostali górą. Statut TT dozwalał wprawdzie już od 1874 r. zwoływanie nadzwyczajnych walnych zgromadzeń w Zakopanem lub Szczawnicy, ale nie miały one być poświęcone sprawom personalnym, a poza tym z tej teoretycznej możliwości i tak nie korzystano. W 1880 r. znów zmieniono statut, który zalecał teraz odbywanie w lecie w Zakopanem wieców członków TT. Jednakże kompetencje tych wieców były ograniczone - ich uczestnicy mogli tylko uchwalać dezyderaty, które musiało dopiero potwierdzać krakowskie kierownictwo organizacji. I był to jedyny kompromis, na jaki „panowie krakowscy” zechcieli pójść.
W 1885 r. upadł kolejny projekt - odbywania rocznie dwóch walnych zgromadzeń - latem w Zakopanem i jesienią w Krakowie. Główny oponent z grupy krakowskiej - Mieczysław Pawlikowski - przedkładał, iż latem w Zakopanem przewagę mają goście spoza Galicji, którzy są krytycznie nastawieni do zarządu TT, mają tylko wymagania, a w życiu Towarzystwa udziału i tak nie będą brali. Nie pomogło powoływanie się na przykłady Tytusa Chałubińskiego, Ignacego Baranowskiego, Heleny Modrzejewskiej - za zmianami wypowiedziało się ledwie 5 osób. Wśród nich, oczywiście, Walery Eljasz.
Niemało kłopotów mieli także działacze Towarzystwa w samym Zakopanem, gdzie miejscowe władze gminne nie zdawały sobie sprawy z wymogów cywilizacyjnych, stających przed coraz szybciej rozwijającą się miejscowością. Stąd też Towarzystwo Tatrzańskie w wielu sprawach musiało wyręczać zakopiańczyków. Kosztem i staraniem TT ustawiono w Zakopanem pierwszych dwanaście ulicznych latarni naftowych, przywiezionych zresztą furką z Krakowa przez wiceprezesa W. L. Anczyca. Oświetliły one ulice Kościeliską i Krupówki. W 1877 r. staraniem TT położono przy ul. Kościeliskiej, na odcinku od domu Krzeptowskiego (dziś restauracja „U Wnuka”) do skrzyżowania z Krupówkami pierwszy odcinek chodnika, by goście nie musieli tonąć w błocie, wędrując przez ówczesne centrum wsi.
O centralnym charakterze tej okolicy decydowało zlokalizowanie tam kościoła, a także swojego rodzaju zespołu usługowego, którego siedzibą stał się dom Józefa Krzeptowskiego - pierwsza góralska chałupa piętrowa, wybudowana wg relacji Eljasza i kilku reporterów prasowych w r. 1870 (wg tablicy na domu i rodzinnych przekazów - dom ten miał istnieć już przed 1850 r.). Tutaj właśnie ulokował się pierwszy stały sklep Samuela Riegelhaupta, tu była karczma z niewielkimi pomieszczeniami „hotelowymi”, tu staraniem Towarzystwa Tatrzańskiego przeniesiono (najpierw tylko na sezony letnie) pocztę, mieszczącą się dotąd w Kuźnicach, tutaj wreszcie ulokowano już w 1874 r. siedzibę kasyna Towarzystwa Tatrzańskiego. Rok później letnią siedzibę TT przeniesiono do domu Jana Krzeptowskiego przy Krupówkach.
Kasyno był to ośrodek o charakterze świetlicy, łączący w sobie funkcje biblioteki i czytelni, sali odczytowo-zebraniowej i koncertowo-teatralnej, klubu i letniej siedziby władz Towarzystwa. Tam turyści mogli zasięgać informacji na temat projektowanych tras wycieczek i doboru przewodników, tam też wypożyczano sprzęt turystyczny - m.in. lunety i siodła, tam też umawiano się w niepogodę w czysto towarzyskich sprawach - na partyjkę bilardu czy szachów.
Co roku jeden z członków władz TT, spędzający w Zakopanem całe lato, sprawował funkcję gospodarza kasyna, inny - bibliotekarza. Z początku gospodarzem bywał Leopold Świerz, potem ksiądz Wawrzyniec Sutor i ksiądz Marceli Chmielewski, u boku którego w 1877 r. bibliotekarzem był Walery Eljasz. Od 1876 r. stał w domu Krzeptowskiego dzierżawiony przez Towarzystwo fortepian, wykorzystywany przez członków dla rozrywki, a także użytkowany podczas urządzanych tu wieczorków muzycznych.
W 1877 r. Chmielewski i Eljasz namówili do udziału w koncertach m.in. skrzypka Władysława Górskiego, odczyty zaś wygłaszał znany śląski działacz - Karol Miarka.
Powodzenie tych imprez i w ogóle zainteresowanie, jakim cieszyła się działalność kasyna, skłoniły Eljasza do wystąpienia 2 grudnia 1874 r. na nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu w Krakowie z wnioskiem następującej treści: Zgromadzenie ogólne, uznając konieczność zbudowania domu dla Tow. Tatrzańskiego w Zakopanem, przyjmuje w zasadzie potrzebę zakupna gruntu na cel powyższy, upoważnia Wydział do zakupna gruntu pod dom Towarzystwa za cenę najwyżej 800 złr. i przeznacza na budowę domu sumę do wysokości 2000 złr. Wniosek ten przyjęto z poprawką Pawlikowskiego domagającego się, by przyszły dom TT stanął w pobliżu centrum Zakopanego.
W efekcie podjętych przez zarząd działań zakupiono grunt przy Krupówkach i w 1880 r. przystąpiono do budowy Dworu Tatrzańskiego. Obszerny drewniany budynek stanął w 1881 r., wzniesiony pod kierunkiem Gustawa Fingera wg planów architekta Karola Zaremby. Stanął w miejscu, gdzie dziś obok Muzeum Tatrzańskiego wznosi się siedziba zakopiańskiego oddziału PTTK (Krupówki 12). Znajdowały się w nim sala balowo-imprezowa, pokoje dla pań i panów, biblioteka i czytelnia, biura TT, restauracja i pokoje hotelowe.
Dwór, czy jak często dziś się mówi - Dworzec Towarzystwa Tatrzańskiego - stał się głównym centrum kulturalnym Zakopanego. Poza działaniami na rzecz członków, o charakterze organizacyjnym, odbywały się tam imprezy dla wszystkich zakopiańskich gości. Na estradzie Dworu Tatrzańskiego występowali wybitni muzycy, aktorzy, pisarze i politycy, wieczorki taneczne, czyli reuniony, gromadziły spragnioną rozrywki elitę turystyczno-uzdrowiskową, a bawiono się tym bardziej ochoczo, że nie obowiązywała tu gala wieczorowa i goście przychodzili w strojach turystycznych. Prawda, że ówczesne stroje turystyczne bardziej przypominały ubiory wizytowe, niż dzisiejsze stroje wieczorowe...
Podczas jednej z takich zabaw, 26 stycznia 1900 r., kiedy to na balu „wszechstanów” bawiła się służba z zakopiańskich pensjonatów - wybuchła napełniana nieumiejętnie lampa naftowa. Rozlana nafta zapaliła się i powstał pożar, w wyniku którego Dwór Tatrzański spłonął doszczętnie. Ogień, który wybuchł w sali restauracyjnej, rozszerzył się tak nagle, że ludzie w popłochu uciekali oknami. Straż pożarna przyjechała już po ... pół godzinie i mogła zająć się tylko zabezpieczaniem sąsiedniego, także drewnianego budynku szkoły snycerskiej. W Dworcu Tatrzańskim trzy osoby uległy poparzeniu, w tym Klimek Bachleda - „król przewodników tatrzańskich”, który w dodatku ciężko się przeziębił i długo potem chorował. Spaliła się cała biblioteka Towarzystwa Tatrzańskiego, dwa fortepiany i wszystkie meble, a także cenna mapa Tatr, wykonana w płaskorzeźbie przez kapitana Wolgnera.
Długo dyskutowano, czy budynek winien być w ogóle odbudowywany. Przedkładano, że szczupły budżet Towarzystwa, utrzymującego się wyłącznie ze składek członkowskich i dochodów własnych, winien być wykorzystywany przede wszystkim na inwestycje w samych Tatrach. Zakopane zaś ma dość opiekunów, w tym władze gminne i uzdrowiskowe, na to, by nie trzeba było w nim wznosić ośrodków kultury z pieniędzy członków TT. Jednakże tradycjonalizm zwyciężył i w efekcie na tymże miejscu stanął nowy, murowany dom według nawiązującego do stylu zakopiańskiego projektu Wandalina Beringera, wybudowany pod kierunkiem Tadeusza Praussa. Budowa trwała aż trzy lata i przez ten czas puste po spaleniu Dworu Tatrzańskiego miejsce w zakopiańskiej kulturze zajęła sala teatralno-balowa, wybudowana w 1901 r. przy nowym hotelu „Morskie Oko”. Od tej pory tam właśnie odbywała się większość imprez zakopiańskich, a Dworzec Tatrzański jako ośrodek kultury podupadł.
Walery Eljasz zajmował się domami nie tylko dla Towarzystwa Tatrzańskiego. Otóż w dniu 3 maja 1878 r. Wydział TT przesłał do gminy zakopiańskiej [...] za pośrednictwem X. proboszcza Stolarczyka plany domków, wypracowane przez p. Eljasza, ażeby rokrocznie stawiane przez górali budynki były i wygodniejsze niż dotąd i więcej odpowiadały wymaganiom estetycznym.
Zdaje się, że ten gest Eljasza wobec zakopiańskich gazdów pozostał gestem pustym i górale dalej budowali po swojemu dla siebie, a dla panów przeważnie po tyrolsku. Jeszcze 20 lat trzeba było czekać na człowieka, który połączy tradycję góralską z pańskimi dążeniami do wygody i estetyki. I dopiero stworzony przez Stanisława Witkiewicza styl zakopiański dokona przełomu w świadomości góralskich budarzy.
Walery Eljasz wielokrotnie zajmował się także z ramienia Towarzystwa utworzoną w 1876 r., w myśl punktu 4 § 1 statutu szkołą snycerską, później znaną pod nazwą Szkoły Przemysłu Drzewnego. Początkowo pod firmą TT ludowy snycerz z Olczy Maciej Marduła, wykształcony w Krakowie u rzeźbiarza Franciszka Wyspiańskiego sumptem Towarzystwa, uczył kilku uczniów w wynajętej chałupie Walczaków „Pod Jesionem” przy ul. Kościeliskiej. Potem przybywało i uczniów, i nauczycieli, ale władze, zwłaszcza lokalne, nie kwapiły się z wyręczeniem TT w tej działalności. Co prawda, w 1878 r. rząd austriacki upaństwowił szkołę i zapewnił jej fachowe kierownictwo w osobie Franciszka Neużila, ale o lokal dla ciągle powiększającej się szkoły dbać nadal musiał pierwszy patron. Dlatego też na gruncie Towarzystwa i na jego koszt w 1882 r. wybudowano obok Dworu Tatrzańskiego okazały drewniany budynek, projektowany przez Antoniego Łuszczkiewicza i uroczyście poświęcony przez ks. Józefa Stolarczyka 29 lipca 1883 r.
Od 1881 r. bezpośrednią władzę nad szkołą sprawował Komitet Nadzorczy (później nazywany Wydziałem Szkolnym), w skład którego wchodzili delegaci Ministerstwa Wyznań i Oświaty, Wydziału Krajowego, gminy Zakopane i Towarzystwa Tatrzańskiego. W składzie Komitetu odnajdujemy znane nazwiska: ks. Stolarczyk, Adam Uznański, Władysław Zamoyski, Tytus Chałubiński, Andrzej Chramiec. Towarzystwo w różnych latach reprezentowali tu m.in. proboszcz poroniński Wojciech Roszek, Leopold Świerz, Wiktor Ciechomski, Józef Sieczka, Mariusz Zaruski. Walery Eljasz był delegatem TT do Wydziału Szkolnego w latach 1887 - 1894.
I w tej sprawie także jemu można przypisać co najmniej współautorstwo i rozpropagowanie pomysłu. W r. 1870 na kartach swego Ilustrowanego przewodnika, w konkluzji filipiki przeciwko właścicielom dóbr zakopiańskich Homolacsom, których serdecznie nie cierpiał, Eljasz pisał o góralach: Nikt dotąd nie postarał się, aby temu przemyślnemu ludowi obmyślić szersze koło zarobku. Mając przykład na Szwajcarach i Tyrolach przyszła mi myśl nauczyć górali tatrzańskich wyrabiania z drzewa rozmaitych przedmiotów do użytku, zabawy lub dla pamiątki, któreby w handlu mogły zastąpić wyroby obce, a przytem mieliby goście co wywozić jako pamiątki z Tatr, gdy dziś prócz drogich toporków niczego nie dostanie. Myśl moja znalazła chętne przyjęcie, rozchodzi się o wprowadzenie jej w życie.
W swej fundamentalnej pracy Od zakopiańskiej Szkoły Przemysłu Drzewnego do Szkoły Kenara słusznie zauważa Halina Kenarowa, że postulat Eljasza jest powtórzeniem i rozwinięciem idei ks. Eugeniusza Janoty, który zachęcał górali do rzeźbienia pamiątek jeszcze w 1863 r. w artykule Wycieczka w Tatry, opublikowanym na łamach krakowskiego „Czasu”. Jednakże wprowadzenie idei w czyn było dziełem Towarzystwa Tatrzańskiego, w którym pilotował tę sprawę przede wszystkim Walery Eljasz.
W dziejach TT zaznaczyły się także artystyczne kwalifikacje Eljasza. Jest on mianowicie autorem projektu odznaki Towarzystwa, w kształcie spinki góralskiej z głową kozicy oraz ogólnie obowiązującej do dziś odznaki zakopiańskich przewodników tatrzańskich (tzw. blachy), także z kozicą jako głównym motywem.
Główną wszakże dziedziną działalności Eljasza we władzach Towarzystwa Tatrzańskiego była praca w komisji do robót w Tatrach.
Minister Tatr
Na kartach „Ewangelii Tatr” - jak nazywano książkę Na przełęczy - pisał Stanisław Witkiewicz: Wśród zupełnej pustyni, zawalonej okruchami gór, gdzie czarne krzaki kosodrzewiny wyginają swoje karłowate konary, gdzie świerk już nie śmie rosnąć, podróżny, zaskoczony burzą, znajduje dach, ognisko i przytułek. Schodząc zrębami ścian granitowych, jeżeli masz gdzie nogę postawić, to dlatego, że tu jakiś delegat Towarzystwa Tatrzańskiego wyżłobił ten gzemsik, ledwo dostrzegalny, jak ślad małego robaka na gliniastym urwisku; gdzie indziej znowu, wisząc w powietrzu nad przepaścią, dziękuj temuż Towarzystwu tatrzańskiemu za parę klamer żelaznych, wbitych w gładką ścianę, za które możesz się uczepić. Jeżeli z labiryntu dróg błędnych, wśród lasów zawalonych głazami, podciekłych strumieniami, wyprowadzą cię czerwone znaki na korze świerków, na występach skalnych, to wiedz, że tędy przechodził p. Walery Eljasz i jak wróżka z bajki stawiał drogowskazy dla zbłąkanych dzieci.
W swych osobistych notatkach, jak już wiemy, bardzo niewiele miejsca Eljasz poświęcił opisom własnej pracy społecznej. Ale widać prace inwestycyjne w górach stanowiły powód do szczególnej dumy, bo o nich pisał kilkakrotnie. W Raptularzu odnajdujemy notatkę z lata 1901 r. informującą, że w sierpniu tegoż roku nakładem TT wykonano nową ścieżkę z Hali Gąsienicowej do Czarnego Stawu, biegnącą zboczem Małego Kościelca, która niemal bez strat wysokości doprowadza w kwadrans do celu. Pracami kierował przewodnik Tomasz Gąsienica, nadzorował je z ramienia Towarzystwa Wiktor Barabasz, ówczesny delegat TT do robót w Tatrach, ale projekt i inicjatywa wykonania nowego szlaku były autorstwa Walerego Eljasza.
Przy okazji tej sprawy wymienił inne projektowane przez siebie i pod własnym kierunkiem wykonane ścieżki w Tatrach. Większość z nich to drogi najbardziej popularne i do dziś przez wszystkich turystów uczęszczane. Dziełem Eljasza jest zatem szlak na Halę Gąsienicową, prowadzący przez Dolinę Jaworzynkę, oznakowany żółtym kolorem - przedtem jedyna droga z Kuźnic prowadziła przez Boczań. Za jego sprawą w 1. 1894-95 poprowadzono po skałach Małego Koziego Wierchu i ponad rumowiskiem Zawratowego Żlebu drogę tzw. Nowym Zawratem oraz bardzo popularną do II wojny światowej trasę z Liliowego zboczem Skrajnej i Pośredniej Turni do Doliny Walentkowej, a stąd na Zawory i Gładką Przełęcz. Dalej pod kierunkiem autora Ilustrowanego przewodnika zbudowano ścieżkę z Doliny Piarżystej, od Wyżniego Stawu Ciemnosmreczyńskiego na przełęcz nad Doliną za Mnichem. Przełęcz ta została przezeń nazwana Wrotami Chałubińskiego. W tej samej okolicy prowadził Eljasz budowę ścieżek znad Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz (potem zastąpiona „ceprostradą”, wybudowaną w 1938 r. z inicjatywy Aleksandra Bobkowskiego z pogwałceniem elementarnych zasad ochrony przyrody), dookoła Morskiego Oka i wschodnim brzegiem Czarnego Stawu pod Rysami, znad Morskiego Oka do Doliny Pięciu Stawów Polskich przez Opalone, wreszcie przez Czerwone Brzeżki na Rusinową Polanę. Walery Eljasz jest także inicjatorem i realizatorem szlaku ze Świnicy na Zawrat. Jego zasługą są klamry ubezpieczające wejście na Rysy od strony Morskiego Oka i na Wysoką. Ponadto wszelkie inne ścieżki, wykonane w Tatrach pod kierunkiem ks. W. A. Sutora i W. Barabasza do 1905 r. budowano pod ogólnym zwierzchnictwem Eljaszą. Zajmował się on także, jako pierwszy w Tatrach Polskich, znakowaniem szlaków.
Staraniem Towarzystwa Tatrzańskiego już w 1874 r. stanęło pierwsze zagospodarowane schronisko turystyczne - nad Morskim Okiem, noszące dumnie imię Stanisława Staszica, a będące w rzeczywistości zwykłą szopą. Nie lepsze było schronisko im. W. Pola w Roztoce i schron im. L. Zejsznera w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Nie zagospodarowane schrony budowano także w miejscach, gdzie dziś pozostało z nich tylko wspomnienie i opisy w literaturze. Sprawami tymi także zajmowała się komisja Eljasza. Z jego inicjatywy wybudowano schroniska i schrony na Hali Gąsienicowej, na Świnickiej Przełęczy, pod Mnichem, na Krzyżnem (im. M. Nowickiego), na Czerwonych Brzeżkach (Stanisław Eljasz samodzielnie „ochrzcił” je imieniem Walerego Eljasza) i na Przełęczy pod Kopą Kondracką, a także drugie schronisko nad Morskim Okiem, spalone w 1898 r.
Wiele czasu i energii poświęcać musiał Walery Eljasz na remonty i rozbudowę dawniejszych schronisk i altan w Roztoce, Dolinie Pięciu Stawów, Dolinie Kościeliskiej. Nie była to wcale sprawa prosta, gdyż w zarządzie Towarzystwa nie zawsze popierano inwestycje tatrzańskie - czasem tylko dlatego, że zajmował się nimi Eljasz. Stąd też gorycz notatki raptularzowej z 1901 r.: Dawniejsze ścieżki pod opieką Świerza, ks. Chmiełewskiego i tej jego kliki wyrobione nakładem Tow. Tatrzańskiego w Tatrach odznaczają się brakiem wszelkiego pojęcia o nadaniu ułatwień w górach. Były to tory odstraszające od chodzenia, spadziste, nagłe, łatwo zniszczeniu ulegające, takież same nędzne budy stawiano za ich rządów pod nazwą schronisk, które musiałem ciągle cywilizować. W schroniskach nie było okien, tylko okiennice, zamków żadnych we drzwiach, tylko zakładki drewniane, nigdzie nie było łóżek, tylko prycze, żadnych stoików, tylko ławki, o każde ulepszenie trzeba było walczyć na Wydziale, bo żałowano na wszystko grosza. Głównym przeciwnikiem wydatków na roboty w Tatrach był zawsze kasjer Wierzbicki, i dlatego udział w posiedzeniach Wydziału bywał dokuczliwym, z powodu walki z tym zacofańcem, który miał swoich druhów przy głosowaniu zawsze.
Zasługą Walerego Eljasza jest także w pewien sposób odkrycie i udostępnienie turystom Wodogrzmotów w Dolinie Roztoki. Wraz z Maciejem Sieczką wytyczył ścieżkę między drugim a trzecim wodospadem (dawny szlak biegł niżej), kazał wysadzić prochem zawadzającą skałę, porobił schody, poręcze i ławy. W 1890 r. delegowani przez Towarzystwo Eljasz i Świerz, a także 10 górali z Zakopanego, wzięli udział w uroczystości złożenia na Wawelu sprowadzonych z Paryża prochów Adama Mickiewicza. Latem tegoż roku zakopiański wiec członków TT polecił Wydziałowi uczcić w Tatrach pamięć Wieszcza. 26 stycznia 1891 r. Wydział postanowił nazwać imieniem Mickiewicza Dolinę Rybiego Potoku i wodospady w Dolinie Roztoki.
Walery Eljasz konsekwentnie używał tych nazw, mimo że decyzja ta była ewidentnie sprzeczna z ogólnymi wytycznymi komisji do spraw nazewnictwa tatrzańskiego, zabraniającymi zmieniania istniejących nazw ludowych. Życie rozstrzygnęło tę sprawę: nazwa „Dolina Mickiewicza” nie przyjęła się w ogóle, druga zaś przetrwała w kompromisowej wersji „Wodogrzmoty Mickiewicza”.
Walery był także (w 1877 r. ) „ojcem chrzestnym” Bramy Kraszewskiego w Dolinie Kościeliskiej, a w 1886 r., tamże, Bramy Kantaka.
Z punktu widzenia dzisiejszych kryteriów turystycznych zabiegi „cywilizacyjne” Eljasza mogą dziwić, nawet irytować. Owo stawianie schronów na Krzyżnem czy Świnickiej Przełęczy, w sytuacji, gdy drewna na ognisko czy wody na herbatę trzeba było szukać kilkaset metrów niżej - jest z naszego punktu widzenia zupełnie nieracjonalne. Ale przecież takimi drobiazgami turyści z epoki Eljasza zupełnie nie musieli się przejmować - o wodę i opał dbać mieli towarzyszący panom górale. Krzyżne bywało celem wycieczek - a nie etapem w drodze do Doliny Pięciu Stawów jak dziś - i żądni kontemplowania wspaniałej panoramy spędzali tam po kilka godzin, nieraz nocowali, by podziwiać wspaniały wschód słońca. A na Świnicę chodzono początkowo najczęściej od Świnickiej Przełęczy i tamtędy też wracano ze szczytu, póki sam Eljasz nie wytyczył drogi na Zawrat. Więc w schronie na przełęczy pozostawały cięższe okrycia i sprzęty, tam też oczekiwali powrotu „ryzykantów” ci, którym sił lub odwagi do „zdobycia” Świnicy zabrakło.
Ta sama Świnica w 1902 r., jak wiadomo, stała się obiektem westchnień twórcy projektu budowy kolejki „zębnicowej” z Zakopanego na Świnicką Przełęcz - Waleriana Dzieślewskiego. Zafascynowany techniką i cywilizacją Eljasz już w dniu 30 sierpnia 1900 r. rozmawiał w Zakopanem z Dzieślewskim, który wówczas przedstawił mu się jako reprezentant kolejowej spółki szwajcarskiej. Ustalili wtedy wspólnie, Eljasz z Dzieślewskim, że kolej zębatą, poruszaną elektrycznością, należy poprowadzić znad Morskiego Oka do Doliny za Mnichem, gdzie miał stanąć luksusowy hotel, i dalej na szczyt Miedzianego, skąd podróżni podziwialiby widok na całe Tatry. W rok później Eljasz odnotowuje w swych zapiskach, że ministerstwo kolejowe nadało Dzieślewskiemu pozwolenie na wykonanie wstępnych robót technicznych kolei górskiej z Zakopanego do Czarnego Stawu Gąsienicowego i dalej na Świnicę lub ... Kozi Wierch. Takie propozycje musiały się już Eljaszowi wydać maniactwem czystej wody i dalej się tą sprawą nie zajmował - tym bardziej, że nie szła ona po jego myśli. Natomiast jego syn Stanisław, obok Jana Gwalberta Pawlikowskiego, należał do grona tych nielicznych, którzy już w 1905 r. ostro krytykowali w prasie projekt Dzieślewskiego.
Parę lat wcześniej Eljasz wychwalał Miedziane jako miejsce, skąd jest najlepszy widok na Tatry. Zgodnie z jego sugestią na tym właśnie szczycie rysowano szkice do słynnej Panoramy Tatr - dzieła Stanisława Janowskiego, Ludwika Böllera i kilku innych artystów. Postacie, umieszczone na bliższych planach, malował Teodor Axentowicz, a przedstawiały one grupę osób najbardziej dla Tatr zasłużonych. Był tam więc T. Chałubiński, ks. J. Stolarczyk, W. Gerson, S. Witkiewicz, był także i W. Eljasz. Sama Panorama, ukończona w 1896 r. w Monachium i potem wystawiona na Dynasach w Warszawie (z obszernymi objaśnieniami w broszurze, napisanej przez Kazimierza Tetmajera) poniosła fiasko finansowe i wkrótce największy obraz tatrzański - i w ogóle polski (115 m długości i 16 m wysokości) - został pocięty na płótno.
Jako wielbiciel Morskiego Oka Walery Eljasz chciał przy nim widzieć wszelkie udogodnienia cywilizacyjne. To on właśnie przeforsował w Wydziale TT przeprowadzenie konkursu na budowę tamże schroniska-hotelu (stanęło w skromniejszej niż przewidywał Eljasz skali w 1908 r.), to on dbał o to, by tradycyjna tratwa, przewożąca turystów przez jezioro, zastąpiona została dwiema sprowadzonymi z Bremy szalupami pełnomorskimi...
Dziś ubolewamy nad nadmiarem pseudocywilizacji w naszych maleńkich Tatrach. Ochroniarze przyrody wespół ze służbą graniczną radzi zamykają całe odcinki dawnych szlaków, odcinają dojazd do niektórych najbardziej uczęszczanych miejsc w Tatrach, głośno i nie bez słuszności postuluje się całkowitą likwidację schronisk twierdząc, że do każdego punktu w Polskich Tatrach można dojść i wrócić w jednym dniu, mieszkając w Zakopanem. Ale w XIX w. np. wyprawa do Morskiego Oka, nawet furką góralską, zajmowała dwa dni.
W czasach Eljasza inne były zasady, a może nawet inne cele wycieczek. Dziś w większości turystom zależy na tym, by jak najszybciej przejść jak najwięcej. Dawniej zależało im na tym, żeby dojść i być w górach.
Po prawdzie, grzech „zaliczania” Tatr nie jest właściwy wyłącznie obecnym gościom zakopiańskim. Bo przecież już w artykule Walerego Eljasza „Wycieczka do Czeskiego w Tatrach”, w „Pamiętniku TT” z 1878 r. czytamy:
Największą przeszkodą zwykle w zaznajomieniu się z przyrodą górską oprócz słoty bywa pośpiech. Pomija się z lej przyczyny często najcudowniejsze zakątki, najwspanialsze krajobrazy, najfantastyczniejsze efekty światła i barwy bez zwrócenia nań uwagi. Turyści w Tatrach chodzą nieraz jakby za najpilniejszymi interesami, byle się pochwalić, że się tam a tam było, że się to i owo widziało, ale w duszy nic się z tego nie pozostaje.
Można dyskutować, czy był Walery Eljasz wybitnym taternikiem, czy nie. Nie był odkrywcą nowych dróg ani zdobywcą dziewiczych szczytów. Może po prostu i tu, podobnie jak w sprawach malarskich, miał pecha? Wyprzedzano go czasem o jeden sezon, czasem o dwa. Gdy zdobywano w Tatrach szczyty „turystyczne” - Eljasz dopiero zaczynał swą działalność. Gdy Karol Englisch, a potem Janusz Chmielowski i Roman Kordys zamykali epokę zdobywców szczytów, a otwierali okres zdobywania ścian i grani - był już stary i schorowany. Zresztą nigdy nie wyzbył się uprzedzenia do chodzenia w góry bez przewodnika-górala. Przeciwnie - tak on, jak i jego syn, ostro potępiali propagowane m.in. przez „Przegląd Zakopiański” uwolnienie się taterników spod opieki przewodnickiej; ba! - uważali ową „modę” nie tylko za zjawisko przemijające, ale i niebezpieczne, widząc w owym usamodzielnieniu się przyczynę coraz liczniejszych wypadków w Tatrach.
Walery Eljasz, mimo iż z ramienia Towarzystwa pełnił niejako obowiązki gospodarza Tatr, jednak przez całe życie czuł się w nich gościem. Blisko zaprzyjaźnionym, znającym niemal jak własną kieszeń ów tatrzański dom, ale gościem.
Ten paradoksalny jak na autora sześciu wydań Przewodnika status nie przeszkadzał mu w podejmowaniu licznych i nieraz trudnych wycieczek tatrzańskich. Po pierwszych, łatwych wyprawach - już w 1873 r. wchodzi na Lodowy Szczyt, w 1875 r. razem z Chałubińskim staje na szczycie Gierlacha. W 1882 r. zwiedza Łomnicę, w 1885 r. - Wysoką. W dziesięć lat później, w wieku 54 lat, podczas trzydniowej wyprawy, wszedł na Wysoką ponownie [...] bez nadzwyczajnego umęczenia; czułem się osłabionym tylko po zejściu z Rysów wskutek niejedzenia od rana do wieczora w tym dniu, gdyż przy wdzieraniu się na wysokie szczyty traci się apetyt do jadła i tylko piciem się odżywia. Zjadłszy jednak nad Czarnym Stawem porcję bigosu i dwie filiżanki herbaty wróciłem do zwyczajnego stanu - opisywał ową wyprawę w Raptularzu.
Rok później odbył jeszcze jedną wyprawę w wielkim stylu - dookoła Tatr Wysokich.
Wyruszył 28 lipca 1896 r. wózkiem do Kuźnic, skąd o 8.45 rano przez swą ulubioną Dolinę Jaworzynkę podążył na Halę Gąsienicową. Wyprawa była liczna, w stylu Chałubińskiego: przewodnikiem był Jędrzej Wala młodszy, który miał pięciu pomocników do noszenia rzeczy. Towarzyszami Eljasza byli - poeta Jan Kasprowicz ze Lwowa, lekarz z Warszawy dr Wacław Łapiński, muzyk z Warszawy Euzebiusz Rutkowski, lwowski drukarz Antoni Lech, student prawa z Warszawy Jan Wygrzywalski (który rok wcześniej towarzyszył mu na Wysoką) i kandydat adwokacki, późniejszy poseł i właściciel hotelu „Warszawianka” w Zakopanem - Michał Danielak. Z Hali Gąsienicowej przez Liliowe, Zawory i Ciemne Smreczyny doszli o 7 wieczór na nocleg do Doliny Niewcyrki. To sławny trakt polskich taterników, zachwycali się nim jeszcze nasi ojcowie. Dziś, niestety, możemy tylko spoglądać ze Szpiglasowego Wierchu w głąb Ciemnych Smreczyn i na kartach literatury tatrzańskiej odszukiwać opisy wspaniałych nocy, spędzanych w szałasie w głębi mateczników Niewcyrki - najpiękniejszej pono doliny Tatr.
Nazajutrz o 6 rano mijając Teriańskie Stawy turyści weszli na Furkotną Przełęcz, na Furkot i dalej, na Bystry Przechód. Stamtąd zeszli Doliną Młynicką do Szczyrbskiego Jeziora, by na nocleg trafić do schroniska nad Popradzkim Stawem o wpół do 10 wieczorem. Pogoda ciągle piękna, noce księżycowe. 30 lipca 1896 r. wyszli ze schroniska o 7.45 i przez Dolinę Złomisk i Wschodnie Żelazne Wrota zeszli koło Zielonego Stawu w Dolinie Kaczej do Doliny Białej Wody. Ten teren należał do pilnie strzeżonych dóbr ks. Hohenlohego. Będący na jego służbie leśniczy niemiecki dostrzegł przez lunetę schodzących turystów i na Polanie Białej Wody zastąpił im drogę, chcąc początkowo pociągnąć ich do odpowiedzialności za przekroczenie surowego zakazu poruszania się po prywatnym terenie rezerwatu pruskiego magnata. Jednakże znaczna przewaga ilościowa i obecność 6 górali z ciupagami, mających już od dawna na pieńku ze służbą leśną Hohenlohego stworzyła widać niezły argument, skoro leśniczy „w drodze wyjątku” zrezygnował z wyciągania konsekwencji. Bez żadnych już przeszkód, nie kontrolowani przez nikogo turyści przekroczyli granicę galicyjsko-węgierską na Białce, by na nocleg trafić do schroniska im. Pola w Roztoce.
Dziś wielu turystów dziwi się po co budowano to schronisko - w pobliżu istniejącego obiektu przy Morskim Oku, na uboczu szlaków turystycznych, w miejscu zupełnie nieatrakcyjnym. Zapomina się o tym, że w XIX w. i długo, długo potem schronisko to stanowiło bazę dla taterników, działających w rejonie Doliny Białej Wody. Tu nocowano, wybierając się przez Polski Grzebień do Szmeksu, stąd wyruszali zdobywcy Gierlachu, Ganku i wielu innych „honornych” szczytów. Położone na zachodnim brzegu Białki schronisko było więc niezbędne dla tych, którzy - często umykając przed jegrami Hohenlohego - wracali z dalekich i ciężkich wypraw po „węgierskiej stronie”, która (wyjąwszy prywatne ograniczenia rezerwatowe) była równie dostępna dla Polaków, jak „galicyjska strona” dla Węgrów.
Po noclegu w Roztoce, 31 lipca Eljasz, Kasprowicz i pozostali turyści odwiedzili jeszcze Morskie Oko i „Wodospady Mickiewicza”, by przez Czerwone Brzeżki i Rusinową Polanę dotrzeć do Zazadniej, skąd przez Jaszczurówkę umęczeni, ale zadowoleni wrócili do Zakopanego.
Zadowolenie powiększał fakt, iż była to bodaj jedyna w owym brzydkim sezonie „sucha” wyprawa. Walery Eljasz nie wiedział, że było to także jego pożegnanie z wielkimi „wyrypami” i z południową stroną Tatr.
Jeszcze w następnym roku zaglądnął do Doliny Białej Wody, a rok później 28 lipca 1898 r., przez Zadnie Koperszady wszedł z córką Heleną, synem i muzykiem Rutkowskim na Przełęcz pod Kopą. Jeszcze 23 sierpnia przez Zadni Granat i Żleb Kulczyńskiego wszedł na mało wówczas zwiedzany Kozi Wierch, wracając przez Dolinę Pięciu Slawów i Zawrat (w towarzystwie Rutkowskiego, z Bartusiem Obrochtą jako przewodnikiem i jego synem Jaśkiem jako tragarzem). Ale już chodzenie po górskim terenie sprawiało mu coraz większy kłopot - czuł, że niebawem przyjdzie mu się pożegnać z wycieczkami wysokogórskimi. Na kartach Raptularza notuje, iż w całej swej karierze wielokrotnie biwakował podczas wycieczek pod gołym niebem: [...] w lesie przy Morskim Oku, w czasie gdy żadnego dachu nie było tamże, w dolinie Wielkiej pod Gierlachem, raz nad brzegiem stawu, drugi raz niżej w kosówce, w Czeskim, przy Hińczowych jeziorach, w Kiezmarskiej dolinie pod Kopą, w Dolinie Zimnej Wody pod Łomnicą, w dolinie Jaworowej pod Jaworowymi Sadami 2 razy, w Dolinie Hlińskiej pod Hrubym, w Żabiem za upływem Rybiego, z powodu przepełnienia schroniska. Spędzał noce w szałasach - nad Morskim Okiem, pod Krywaniem, w Niewcyrce, na Waksmundzkiej Polanie, w Dolinie Krytej, na Gałajdówce, w Dolinie Jaworowej, przy ujściu Doliny Cichej; gościł w pierwotnych, prymitywnych schroniskach nad Czarnym Stawem Gąsienicowym, w Dolinie Wielickiej, na Hali Gąsienicowej, nad Szczyrbskim Jeziorem i Popradzkim Stawem, na Łysej Polanie i pod Wołoszynem. W bardziej „luksusowych” gospodach nocował - przy Morskim Oku w nowym schronisku, w Roztoce, Podbańskiej, Dolinie Kościeliskiej, w Jaworzynie Spiskiej, nad Popradzkim Stawem, w Smokowcu Starym i Nowym, w Matlarach i przy Bielskich Jaskiniach.
Aż przyszła ostatnia większa wycieczka w głąb Tatr, 16 - 17 sierpnia 1899 r. Towarzyszyły mu córki Zofia i Helena oraz syn Stanisław. Dojechali najpierw przez Zazadnią do Morskiego Oka, potem wrócili na nocleg do Roztoki. Nazajutrz rano przeszli graniczną Białkę i Doliną Białej Wody doszli do Zielonego Stawu. Z Doliny Kaczej poszli do Doliny Świstowej, by wreszcie odpocząć w Schronisku Salamona na prześlicznej Polanie pod Wysoką. I znów Roztoka, i powrót do Zakopanego góralską furką o wpół do 12-tej w nocy.
Niebawem notuje w Raptularzu:
W kwietniu 1900 r. zachorowałem na influencę, w której traciłem zdolność chodzenia po górach. Przebycie tej głupiej choroby z okropnym kaszlem, nie pozwalającym ani spać, ani spokojnie oddychać, pozbawiło mnie już na zawsze chodzenia po piętrach i w ogóle po górach, bo zmęczenie sprawia mi ono niebywałe zatkanie tchu, bicie serca okropne, a potem ból głowy. Wskutek tego musiałem z posady pójść na emeryturę i zrezygnować z wycieczek po Tatrach.