Maciej Pinkwart

 

Zakopiańskim

szlakiem

Walerego i Stanisława

Eljaszów

 

Mojej Córce Joasi

 

 

 

 

Spis treści

 

 

Odcinek 4

 

 

 

 

Ojciec prasy zakopiańskiej

 

W wyniku upartych starań dra Tytusa Chałubińskiego, popieranych przez niektórych działaczy Towarzystwa Tatrzańskiego, w dniu 5 listopada 1885 r., z mocą obowiązującą od 1886 r. władze galicyjskie nadały Zakopanemu status stacji klimatycznej, czyli uzdrowiska. Dla zarządzania jego sprawami powołano nową (obok wybieranej od 1867 r. rady gminnej) władzę lokalną, nazywaną początkowo Wydziałem Gospodarczym Stacji Klimatycznej, a od 1891 r. Komisją Klimatyczną, a popularnie zwaną Klimatyką. Podstawą utrzymania uzdrowiska miały się stać od tej pory pieniądze pobierane od gości w postaci tzw. taksy klimatycznej. Wtedy właśnie narodził się trwający następnie przeszło pół wieku konflikt między gminą a Klimatyką. Szło, jak zwykle, o pieniądze i kompetencje: gmina, pochodząca z wyboru, miała w ramach swej autonomii szeroką egzekutywę, ale nie miała pieniędzy, zaś powoływana przez Wydział Krajowy Klimatyka miała pieniądze, ale nie miała uprawnień do decydowania. I mimo że w obu ciałach zasiadali z reguły w większości ci sami ludzie - spory trwały latami, jedna władza pragnęła wchłonąć drugą (wraz z jej prerogatywami), a cierpiało na tym uzdrowisko i korzystający zeń goście.

Zakres obowiązków Klimatyki był szeroki. W III wydaniu Przewodnika, z 1886 r., Walery Eljasz nie omieszkał tej nowalii zakopiańskiej szeroko omówić:

Do obowiązków stacji klimatycznej w zamian za pobierane taksy należą mniej więcej następujące czynności: utrzymanie lekarza, aptek, muzyki, oświetlanie wsi w obrębie zajętym przez gości, utrzymywanie spisu mieszkań na użytek gości przeznaczonych, pośredniczenie w wynajmowaniu tychże, za pobraniem zaliczki, czuwanie nad porządkiem w tych mieszkaniach [...], urządzanie spacerowych drożyn do miejsc uprzyjemniających gościom tutejszy pobyt, do lasków, wzgórz i dolin w obrębie wsi Zakopanego położonych; stawianie tamże ławek, altan itp.; zaprowadzenie porządku co do furmanek na usługi gości, urządzenie stacji meteorologicznej [...].

Niebawem doszło do tego jeszcze wydawanie spisu gości bawiących w Zakopanem, stosownie do tradycji innych uzdrowisk (np. Krynicy).

Dziś, gdy pod Giewont przyjeżdża rocznie przeszło 3 miliony osób - publikowanie takiego spisu jest niemożliwe i niepotrzebne. Kiedyś przyjęte było utrzymywanie towarzyskich stosunków z przybywającymi do Zakopanego znajomymi - dziś się ich raczej unika. Kiedyś więc należało wiedzieć, gdzie też w obrębie rozległej wsi zatrzymał się ten czy ów letnik.

Pierwsza „Lista Gości w Zakopanem” ukazała się w lipcu 1888 r. Była ręcznie pisana przez sekretarza Klimatyki, a następnie hektograficznie powielana. Dopiero w 1890 r. władze uzdrowiska postanowiły wydawać listę drukiem - przy pomocy działacza Towarzystwa Tatrzańskiego, właściciela znakomitej drukarni krakowskiej, Władysława Anczyca. Wówczas to zwrócono się do Walerego Eljasza z prośbą o przyozdobienie pisma winietą. Eljasz prośbę spełnił i w 1890 r. „Listę” przyozdobił wizerunek Giewontu. W 1891 r. winietę „Listy” stanowił jego drzeworyt przedstawiający panoramę szczytów wokół Hali Gąsienicowej. W tymże roku doszło wszakże do konfliktu Eljasza z działaczami Klimatyki i winieta znikła z pierwszej strony „Listy”, by pojawić się jeszcze w latach 1894 - 1895 jako panorama z Gubałówki.

Trudno oczywiście nazywać „Listy Gości” czasopismami, jednakże był to niewątpliwie periodyk, z którym współpraca rozpoczęła wieloletnią działalność „prasotwórczą” Eljasza w Zakopanem.

Z początkiem 1891 r., po 5 latach istnienia zakopiańskiego uzdrowiska widać było jasno, że jego zarząd, krępowany galicyjską biurokracją i własnym niezgulstwem, działa ciągle niemrawo, w dodatku w stałym konflikcie z partnerami w rządzeniu Zakopanem - radą gminną i Towarzystwem Tatrzańskim. Stąd też wielkie było zdziwienie członków Wydziału TT, gdy w dniu 2 czerwca 1891 r. wysłuchali wystąpienia Walerego Eljasza w sprawie potrzeby wydawania w Zakopanem „pisemka turystycznego”, wspólnym sumptem Towarzystwa i Komisji Klimatycznej. Wniosek taki zgłosił wprawdzie, uproszony przez Eljasza, sam prezes TT, hr. Władysław Koziebrodzki, lecz wiadomo było powszechnie, kto jest jego autorem. Wysuwano przeciw projektowi Eljasza głównie argumenty ekonomiczne, przedkładając, iż wydawany od 1876 r. „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego” całkowicie wyczerpuje możliwości edytorskie Towarzystwa. Polecono, co prawda, broniącemu projektu Eljaszowi przygotować wstępny kosztorys przedsięwzięcia - ale jednak 22 czerwca wniosek ostatecznie odrzucono.

Zatem bez udziału TT, Klimatyka przystąpiła sama do realizacji projektu. Jednakże władze uzdrowiska nie przykładały większej wagi do tego, co według inicjatora stanowić miało główną treść pisma, a więc do spraw turystycznych, oczekiwały bowiem na łamach informacji o ruchu sezonowym, życiu towarzyskim i własnej, świetnej oczywiście, działalności. Walery Eljasz, który zapewne nie odgrywał w redagowaniu pierwszego zakopiańskiego pisma takiej roli, jaką spodziewał się odegrać - znalazł się wszakże wśród jego współpracowników i dzięki niemu tematyka turystyczna, choć w niewielkim zakresie, trafiła na łamy „Zakopanego” - bo taką nazwę otrzymał nowy periodyk. Nie udzielił mu co prawda swego rysunku na winietę, ale publikował krótkie notatki o działalności Towarzystwa Tatrzańskiego, konsekwentnie dążąc do zawiązania współpracy między organizacjami, które powinny razem działać dla dobra zakopiańskich gości.

Nie tylko Walery wiązał pewne nadzieje z powstaniem czasopisma „Zakopane”. Oto 15 lipca 1891 r. pisał do niego z Krakowa syn Stanisław:

Na zjazd lekarsko-przyrodniczy bilet udziałowy drogi, bo piątkę kosztuje, a dla medyków nic taniej [...]. Otóż wpadło mi do głowy, żebym podszył się pod korespondenta tygodnika, który podobno ma wychodzić w Zakopanem. Oprócz ogólnego sprawozdania ze zjazdu, napisałbym w takim razie coś o odczytach w przedmiocie zdrojowisk i uzdrowisk powietrznych. Byłoby coś na początek dla tego pisemka. Nie wiem tylko czy i Ojciec należy do redakcji, jeżeli nie, to może Tato by był łaskaw zawiadomić tych redaktorów, że napiszę o zjeździe. Możnaby do tego dodać jeszcze wycieczkę do Zakopanego zjazdowiczów, czym się pewnie zajmie Ojciec [...].

Sprawozdanie ze zjazdu lekarzy, a raczej z owej zapowiadanej wycieczki do Zakopanego ukazało się w rezultacie w drugim numerze pisma, jednak podpisane literkami S.P. - pewno jego autorem był więc dr Stanisław Ponikło. Mimo to Stanisław Eljasz Radzikowski włączył się do grona autorów pierwszego zakopiańskiego pisma - w tym samym numerze odnajdujemy dwie notatki na tematy słowackie, podpisane literami S.E.R., a w trzecim - nie podpisane omówienie entuzjastycznej recenzji IV wydania Przewodnika Walerego, opublikowanej w spiskim tygodniku „Zipser Bote”, zapewne także autorstwa młodszego ze spółki Eljaszów.

Rok później młody krakowski dziennikarz Stanisław Sebastian Będzikiewicz zakłada czasopismo „Kurier Zakopiański”, udając się po protekcję do Towarzystwa Tatrzańskiego. Tym razem kontrargumentów finansowych nie było - może dlatego, że redaktor postawił na samowystarczalność ekonomiczną pisma, żądając od TT tylko udzielenia zgody na zlokalizowanie redakcji w Dworcu Tatrzańskim, a może dlatego, że redaktorem naczelnym „zgodził się” być sekretarz Towarzystwa, Leopold Świerz, wieloletni przeciwnik Walerego Eljasza na forum Towarzystwa. Zły uczynek być wtedy, gdy ktoś Kalemu zabrać krowę, dobry - gdy Kali zabrać...

Obaj Eljaszowie jedynie symbolicznie zaznaczają swój udział w tworzeniu nowego pisma - Stanisław zezwalając na przedruk wcześniej publikowanego w innym miejscu artykuliku o szarocie alpejskiej, Walery - dłuższym tekstem o nadaniu przez TT imienia Mickiewicza wodospadom w Dolinie Roztoki i o samej tej dolinie. Może zresztą nie potrzeba było więcej pisać - głównym autorem w ciekawie redagowanym „Kurierze” był sam Bedzikiewicz. Ale na łamach pisemka odnajdujemy także publikacje podpisane przez Leopolda Świerza, Janusza Chmielowskiego, Mieczysława Karłowicza, Kazimierza Tetmajera.

Po dwóch sezonach wyglądało na to, że prasa na dobre zadomowiła się pod Giewontem. Co prawda, „Zakopane” wydało ledwo 3 numery, a „Kurier” zakończył żywot po 8, ale trzeba pamiętać, że zarówno autorzy, jak i czytelnicy rekrutowali się niemal wyłącznie spośród letników.

Jesienią 1892 r. prezes Koziebrodzki znów na zebraniu Wydziału TT podjął sprawę czasopisma, wydawanego wspólnie z Klimatyką. Znów referentem był Walery Eljasz, powołujący się na doświadczenia prasowe ostatnich dwóch lat. Wydawało się, że po deklaracji Koziebrodzkiego, który obiecał osobiście czuwać nad poziomem czasopisma (do czego czuł się powołany jako literat) - dawne niechęci zostaną przezwyciężone. Zarząd mianował nawet Walerego Eljasza redaktorem naczelnym in spe. Po wstępnych rozmowach z Klimatyką zabezpieczony został byt finansowy czasopisma. Ustalono nawet tytuł - wspólny organ zarządu uzdrowiska i tatrzańskich turystów miał się nazywać „Gazeta Zakopiańska”.

Jednakże w lutym 1893 r. niespodziewanie umiera prezes Władysław Koziebrodzki i znów większość członków Wydziału TT, niechętna tak Klimatyce, jak i Eljaszowi, wycofuje się z wcześniej podjętych zobowiązań.

Walery Eljasz się nie poddaje. Wespół z ubiegłorocznym redaktorem, Będzikiewiczem, udają się do Klimatyki i wyjednują subwencję, w zamian za którą Będzikiewicz, występujący jako wydawca, zobowiązuje się w „Gazecie” drukować Listę gości i inne oficjalne dokumenty zarządu uzdrowiska. Pismo otrzymuje pompatyczny podtytuł: „Pierwszy polski organ dla spraw turystycznych, klimatycznych i komunikacyjnych”, a redaktorem naczelnym, a potem i odpowiedzialnym, pozostaje Walery Eljasz. Na pierwszą stronę trafia też winieta, skomponowana z dwóch jego rysunków.

Współpraca z Będzikiewiczem jednakże nie układa się. Wydawca jest bowiem faktycznie redaktorem pisma, a zarazem wszędobylskim reporterem i autorem większości tekstów. Na łamach „Gazety” nie ma artykułów Walerego Eljasza, a jego syn publikuje tylko jeden obszerny materiał, o Morskim Oku. W dodatku Będzikiewicz wraz z całą „Gazetą” staje jednoznacznie po stronie gości w konfliktach z Klimatyką, od popierania władz uzdrowiska przechodząc do ich krytyki, a nawet organizowania działań opozycyjnych.

To już wyraźnie godziło w politykę Walerego Eljasza, który i tak miał dość nadmiernej samodzielności młodego redaktora. W numerze 10 „Gazety” z 22 lipca 1893 r. opublikowany zostaje jego list:

Z powodu mej nieobecności w Zakopanem, gdy przebywałem przez 10 dni w głębi Tatr, wyszły dwa numery 8 i 9 „Gazety Zakopiańskiej”, w których były zamieszczone artykuły w sprawie zatargu gości zakopiańskich z wydziałem stacji klimatycznej bez mej wiadomości, a nie chcąc brać odpowiedzialności za ich treść, występuję z redakcji.

Na tym kończy się iluzoryczny i tak udział Eljasza w tworzeniu pisma, które jednak na tej demonstracji nic nie traci i nadal żywo i ciekawie redagowane przez Będzikiewicza wychodzi do końca sierpnia 1893 r., by z końcem sezonu zakończyć działalność po wydaniu 22 numerów.

Sprawa ta zraziła Walerego Eljasza na parę lat do zakopiańskiego czasopiśmiennictwa. Może i żałował swego pochopnego gestu, tym bardziej że „Gazeta” po rozwodzie z Klimatyką przeniosła się pod opiekuńcze skrzydła macierzystego dlań Towarzystwa Tatrzańskiego. Jednakże nie mógł oficjalnie przyłączyć się do grona krytyków władzy uzdrowiskowej, choć i on dostrzegał oczywiście niedostatki w funkcjonowaniu tego urzędu - z końcem tego roku jego syn miał objąć w Klimatyce stanowisko lekarza...

W 1894 r. sprawami prasowymi pod Giewontem zajął się orientalista i dziennikarz, podróżnik, fantasta i wielki oryginał - Jan Grzegorzewski. Wydawane przezeń pisma miały być organami „tatrzaństwa” jako prądu filozoficznego i nurtu politycznego. Na łamach „Gońca Tatrzańskiego”, który ukazał się tylko dwa razy (jeden numer dla gości i jeden dla górali) Eljaszowie nie pisywali - zdaje się, że jedynym autorem był tu sam Grzegorzewski. Natomiast Walery Eljasz sporządził rysunki na winiety dla obu numerów.

W tym samym roku Grzegorzewski wydał także ozdobnie bardzo interesujący rocznik pt. „Almanach Tatrzański”, o charakterze częściowo naukowym. Na jego łamach kilka recenzji opublikował Stanisław Eljasz. Udział wszakże w dziele Grzegorzewskiego był niejako symboliczny, a wynikał głównie z sympatii dla twórcy „Almanachu” - pismo to bowiem finansowane było przez dra Andrzeja Chramca w zamian za reklamowanie jego zakładu leczniczego. A Chramca obaj Eljaszowie nie lubili.

Inna rzecz, że te sympatie Eljaszów, zwłaszcza Stanisława, były nader zmienne. Przyjaźń z Grzegorzewskim także zmieniła się po paru latach w pełną wyższości niechęć. 12 czerwca 1899 r. syn pisał do Walerego ze Lwowa o swym odczycie w Towarzystwie Ludoznawczym: Ludzi było dużo. Przyszedł też orientalny próżniak Grzegorzewski i brał udział w dyskusji po odczycie. Bajał oczywiście, jak tylko on potrafi [...].

W 1899 r. Walery Eljasz zaznaczył również swój udział w najgorszym przedsięwzięciu prasowym w XIX-wiecznym Zakopanem - czasopiśmie „Zakopianin”, wydawanym przez byłego urzędnika skarbowego Feliksa Doerflera. Udział ten, jak się zdaje, był zresztą całkiem bierny - do winiety nowego pisma wydawca użył rysunku Eljasza, tego samego, który zdobił kartę tytułową „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego”. Pismo było zdecydowanie złe, fatalnie redagowane, artykuły w nim zamieszczone prezentowały bardzo niski poziom - dziwić się tylko można Andrzejowi Chramcowi, że finansował nędzne wypociny Doerflera w zamian za bardzo kiepską reklamę swego zakładu.

Wszystkie te sezonowe pisemka-efemerydy, zamierające z pierwszym podmuchem jesiennego wiatru, oraz udział Eljaszów w ich redagowaniu - były to jedynie próby czasopiśmiennicze. Pierwsze trwałe pismo zakopiańskie i to od razu jedno z najlepszych w historii tutejszej prasy powstało z końcem lata 1899 r. Współtwórcami także i tego pisma byli Eljaszowie. Mowa tu o tygodniku „Przegląd Zakopiański”.

Inicjatorem utworzenia pisma, które byłoby trybuną zakopiańskiej inteligencji, a za czytelników miałoby nie tylko letników, lecz także mieszkańców i liczne kręgi osób zainteresowanych Tatrami - był ówczesny lekarz klimatyczny, dr Tomasz Janiszewski. Patronował idei sam Stanisław Witkiewicz, finansowo wspierali pismo handlowcy Aleksander Modliński i Florian Grużewski, a duszą całego przedsięwzięcia był Dionizy Bek - były urzędnik kolejowy, ale i dziennikarz, osiadły pod Giewontem z powodów zdrowotnych.

Znając dotychczasowe zaangażowanie Walerego w sprawy zakopiańskie, w tym w tworzenie lokalnej prasy, a także głęboką wiedzę i publicystyczne umiejętności jego syna - twórcy „Przeglądu Zakopiańskiego” zwrócili się do Eljaszów o pomoc, zyskując od razu poparcie. Walery Eljasz narysował winietę - na tle Giewontu młoda góralka rozdaje egzemplarze „Przeglądu” - oraz zgodził się występować w stopce redakcyjnej jako redaktor odpowiedzialny i wydawca. Redakcja mieściła się w willi „Za Bramką” przy ulicy Nowotarskiej (dziś nr 39), czyli po sąsiedzku z zakopiańskim domem Eljaszów przy Starej Polanie.

Duży udział w redagowaniu pisma, a nawet w tworzeniu jego programu miał Stanisław. On to zapewne, wspólnie z Dionizym: Bekiem, był autorem artykułu programowego:

Rozumiemy dobrze całą odpowiedzialność, jaką bierzemy na siebie, przystępując do wydawania nowego pisma, zdajemy sobie dokładnie sprawę ze znaczenia dziennikarstwa i pojmujemy wzniosłe zadanie, jakie ono w życiu społecznym spełniać powinno. Jakkolwiek „Przegląd Zakopiański” zajmować się będzie jednym tylko zakątkiem ziemi naszej, jednakowoż i w tym szczupłym kółku naszego działania chcemy sumiennie spełniać nasze zadania. Przedstawiać bezwzględną prawdę, fakta oceniać trzeźwo, sprowadzać sąd o każdym zdarzeniu do właściwej miary, a ludzi oceniać jedynie na podstawie zasług, jakie dla społeczeństwa kładą - uważamy za obowiązek.

Celem naszego pisma będzie informowanie ogółu o tym wszystkim, co się w Zakopanem i w górach naszych dzieje, nie interes oddzielnych osób, ale interes całego uzdrowiska mieć będziemy na celu i jedynie wzgląd na dobro i pomyślny rozwój Zakopanego będzie dla nas miarą dla oceny tutejszych stosunków [...]. Zadaniem naszym będzie podejmować i popierać każdą myśl szlachetną, każdą pożyteczną działalność, zestawiać usiłowania jednostek dążące do podniesienia uzdrowiska, wpływać, o ile można, na to, aby w tej, jak dotąd, zupełnie rozstrzelonej pracy, był jakiś plan, jakiś system [...].

Z niewielkimi przerwami „Przegląd Zakopiański” ukazywał się do początków 1906 r. i jest wśród zakopiańskich czasopism drugim co do trwałości. Na jego łamach odnajdujemy publicystykę dotyczącą spraw społeczno-gospodarczych i uzdrowiskowych, w tym na temat funkcjonowania władzy i specyficznych układów ekonomiczno-towarzyskich (ze słynnym szkicem Witkiewicza Bagno na czele). Wiele miejsca poświęcało pismo na sprawy tatrzańskie, publikując m.in. opisy nowych dróg turystycznych i wspinaczkowych, towarzysząc tworzeniu Orlej Perci, organizując dyskusję na temat przyszłości tatrzańskiej turystyki i taternictwa, co w 1902 r. zaowocowało utworzeniem Sekcji Turystycznej Towarzystwa Tatrzańskiego. Zajmował się „Przegląd” także problematyką kulturalną i był wielkim propagatorem stylu zakopiańskiego. Pismo szczegółowo relacjonowało ostatnie lata sporu o Morskie Oko, wiele miejsca poświęcało historii Tatr i turystyki, opisom dziejów Zakopanego i Podhala. Zamieszczano w nim również prace literackie - nowele, opowiadania (także gwarowe), wartościowe poezje. Niezastąpionym źródłem informacji o życiu Zakopanego są do dziś kronikarskie Wiadomości bieżące, reklamy, ogłoszenia i Lista gości.

Z pismem współpracowali m.in. Janusz Chmielowski, Walenty Gadowski, Feliks Gwiżdż, Karol Englisch, Mieczysław Limanowski, Tadeusz Miciński, Adolf Nowaczyński, Jan Gwalbert Pawlikowski, Stanisław Przybyszewski, Lucjan Rydel, Henryk Sienkiewicz, Felicjan Szopski, Wojciech Szukiewicz, Stanisław Witkiewicz, Wacław Wolski, Stefan Żeromski. Drukowano „Przegląd” głównie w zasłużonej dla Zakopanego i Tatr krakowskiej oficynie W. L. Anczyca. Ogółem ukazały się 243 numery, o łącznej objętości 2222 stron średniego formatu.

Udział Walerego i Stanisława Eljaszów w tworzeniu tygodnika, choć niezwykle ważny, ograniczył się do pierwszego okresu istnienia pisma. Walery wówczas do „Przeglądu” nie pisywał wcale - wyjąwszy może nie podpisane artykuły redakcyjne, a z początkiem września 1899 r. wyjechał z Zakopanego i tym samym nie mógł dalej podpisywać pisma jako redaktor odpowiedzialny. Jego miejsce zajął najpierw Karol Beaurain, wobec którego sprzeciw zgłosiły władze, a następnie Henryk Bogdani. Stanisław Eljasz zaś, w przeciwieństwie do ojca, pisywał niemal w każdym numerze, publikując artykuły, recenzje, notatki. Prowadził i sam niemal wypełniał dział Literatura tatrzańska, kierował także działami historycznym i turystycznym. Nie tylko sam pisał, także adiustował i przeredagowywał artykuły innych autorów. Już wtedy zresztą nie najlepiej układała mu się współpraca z resztą redakcji - był on bowiem, podobnie jak ojciec, naturą egotyczną i drażliwą, ze skłonnościami do pieniactwa i monomanii. Uważał się nie tylko za najlepszy, ale w ogóle za jedyny autorytet w dziedzinach, w których działał, nie dopuszczał do żadnej ingerencji we własne teksty - i we własne poglądy.

Jeszcze we wrześniu 1899 r., w miesiąc po utworzeniu „Przeglądu”, pisał z Zakopanego do ojca: Ostatni, t.j. najnowszy numer „Przeglądu” będzie b. skąpy, ja nie dałem nic, aby się przekonali, że nie obstoją sami, a po części nie chciało mi się co numer pisać. Nie wiem, jak to pójdzie dalej, bo same safanduły zajmują się pismem [...]. Wczoraj przyjechali tutaj technicy ze zjazdu od Chabówki koleją! Trzebaby bliższych szczegółów o tej jeździe do „Przeglądu”, ale kto się ma tym zająć? W ogóle brak jest pismu reportera, a Janisz.[ewski] coby najwięcej mógł pomóc w tym względzie, leń i fujara [...].

Niebawem i on wyjechał z Zakopanego i tym samym stracił bezpośredni wpływ na ogólną politykę pisma, którego kierownictwo przejął niepodzielnie Dionizy Bek. Wkrótce w „monopol” Eljaszów, uważających, że mają niejako wyłączność na merytoryczne wypowiadanie się w sprawach tatrzańskich, wymierzono kolejne ciosy: oto „Przegląd Zakopiański” w 18 numerze z 1899 r. rozpoczął publikowanie Bibliografii zakopiańskiej, zebranej przez dra Tomasza Janiszewskiego. Stanisław Eljasz w listach do ojca nie znajduje słów oburzenia na to, że tego typu pracę wykonuje osoba niekompetentna. Oczywiście, są to dlań bzdury, głupstwa, plagiat ... Krytyki publikacji Janiszewskiego, napisanej przez Stanisława, redakcja nie umieściła. Do tego jeszcze Dionizy Bek pozwolił sobie na poprawianie artykułów Stanisława Eljasza, i to nie tylko w sensie językowym, ale i merytorycznym, ingerując nawet w sprawy tak „zastrzeżone” dla największego tatrologa, jak historia i nazewnictwo. A tego Stanisław nie tolerował u nikogo, nawet u własnego ojca, z którym np. wiódł drugie listowne polemiki na temat nazwy Doliny Złomisk (pod Wysoką), dowodząc, że używana przez Walerego (i przez wszystkich) nazwa jest zapożyczeniem z niemieckiego: A więc nie Złomiska ani Łomiska, ale Pusta dolina. Niech ojciec pamięta, że ja tam mam swoją kolibę z moimi literami w granicie, już ja ją tam zdeptałem tyle razy i w śniegu i w lodzie i w deszczu i w słońcu, że można mi zaufać [...].

Ojciec jednak nie zaufał i do dziś chodzimy na Wysoką i Żelazne Wrota przez Złomiska.

Obrażony na Beka i Janiszewskiego, bezskutecznie namawiany do współpracy przez Witkiewicza, Stanisław Eljasz-Radzikowski z początkiem 1900 r. wycofał się ze współtworzenia jednego z najlepszych pism zakopiańskich. Molestował o to samo ojca i cieszył się każdą wpadką i gorszym artykułem na łamach tygodnika, który do niedawna współredagował.

Walerego do zerwania z „Przeglądem” nie trzeba było namawiać. Wystarczył fakt, że pismo rozpoczęło druk cyklu artykułów o sytuacji w Towarzystwie Tatrzańskim, pisanych przez Mieczysława Kowalewskiego, który zdaniem obu Eljaszów nie miał żadnego prawa do krytykowania TT. Nie dlatego, żeby w Towarzystwie działo się cudownie - przeciwnie, obaj wielokrotnie w bardzo ostrych słowach je krytykowali. Ale co wolno wojewodzie... tego nie wolno Kowalewskiemu, który [...] wypisuje drobnostki drugorzędne, jaki ma być napis i co ma stać w pokoju! Potem biurokracja policyjna, że nawet członek TT jeżeli zapomni karty, to za karę! jak dziecko ma płacić podwójne ceny w schronisku! Caca dzidzi, takie bzdury pod szumnym tytułem. To jest ten sam Kowalewski, co to pisze pod pseudonimem Groń o owych lilipucich wycieczkach po reglach. Powinien sobie sprawić grzechotkę i krótkie majteczki, jak na Donnie Juanicie grają! Tak pisał Stanisław do ojca. A godzi się do tego jeszcze dodać, że „to jest ten sam Kowalewski”, który od 1901 r. wydawał co roku tzw. Kalendarzyk tatrzański, o tytule Zakopane i Tatry. Praktyczny przewodnik tatrzański. Dziełko to wśród przeciętnych turystów wyparło przestarzały Przewodnik Eljasza...

Zirytowany artykułami Kowalewskiego (od których, co prawda, odcinała się sama redakcja „Przeglądu” pisząc, że nie podziela wielu zawartych w nich tez) Walery Eljasz wygotował niekoniecznie parlamentarną polemikę, której Bek nie zamieścił. Eljasz w odwecie wycofał zgodę na wykorzystywanie przez pismo jego rysunku w winiecie.

Bek zawiadomił o tym czytelników w 17 numerze z 1900 r. pisząc, że redakcja nie mogła sprzeniewierzyć się zasadzie służenia [...] wyłącznie tylko dobru Zakopanego i Tatr. Przewodnia idea pisma ustąpić nie mogła, musiała ustąpić winieta.

Panie drogi! - pisał oburzony Stanisław Eljasz do Witkiewicza - ociec mój, co osiwiał w pracy dla Tatr [...] naraz ma się dowiedzieć, że dla dobra Tatr usuwają winietę z jego pisma!

Obrażeni za to, że przez okoliczności, a nade wszystko - przez własny charakter zostali odsunięci od wpływu na działalność tygodnika - Eljaszowie widzieli teraz w „Przeglądzie” samo zło. Ale redakcja nie odpłaciła im pięknym za nadobne. W momencie przejmowania pisma przez Związek Przyjaciół Zakopanego, gdy w artykule wstępnym numeru 27 z 1900 r. wspomniano twórców tygodnika - nie zapomniano i o nich, pisząc: Pierwsze, najtrudniejsze chwile życia „Przegląd” spędził otoczony powagą imienia p. Walerego Eljasza, który pracując gorliwie w redakcji, podpisywał pierwsze numery naszego pisma jako redaktor odpowiedzialny. Wiele również zawdzięczamy czynnemu poparciu najlepszego może dzisiaj znawcy Tatr, serdecznego ich miłośnika i niestrudzonego pracownika dla nich, dr. Stanisława Eljasza-Radzikowskiego.

Na łamy „Przeglądu” jednak prace Walerego Eljasza powracają dopiero w 1901 r. - w okolicznościowym materiale dotyczącym sporu o Morskie Oko - oraz w 1905 r., we wspomnieniu po jego śmierci... Stanisław z kolei w r. 1901 polemizuje w „Przeglądzie” z młodymi taternikami co do nazewnictwa tatrzańskiego, a po opublikowaniu szkicu Witkiewicza Bagno (którego jest jednym z bohaterów) i, niedługo potem, po odejściu z redakcji Dionizego Beka - nawiązuje zerwaną współpracę, jednakże już nie angażując się tak, jak w pierwszym okresie istnienia tego czasopisma. Materiały Stanisława pojawiają się również sporadycznie na łamach następnego pisma - dwutygodnika „Zakopane”.

„Przegląd Zakopiański” był siódmym z kolei czasopismem pod Giewontem. Walery Eljasz czynnie uczestniczył w tworzeniu wszystkich i jego rola jako współtwórcy prasy zakopiańskiej jest ogromna. Równie żywą działalność odgrywał przy redagowaniu „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego” - rocznika, wydawanego w Krakowie od 1876 r. Publikował swoje teksty i rysunki, opracowywał do druku teksty innych, współpracując tu z pożytkiem dla pisma z wieloletnim sekretarzem TT, a swoim przeciwnikiem - Leopoldem Świerzem. Przy redagowaniu „Pamiętnika” na rok 1905 zastała go śmierć.

Działalność prasowa Walerego Eljasza była z pewnością jedną z ważniejszych i bardziej skutecznych dziedzin jego aktywności. Dziwi więc fakt, że sprawie tej nie poświęcił on ani jednego wiersza w zapiskach osobistych. Może uważał, że w dziedzinie tej poniósł porażkę? Ciekawe, że w pamiętniku Eljasza nie znajdziemy też wzmianki o własnej pracy w organizacji, która w dużej mierze była jego „dzieckiem” - w Towarzystwie Tatrzańskim.

Odcinek 5 - Filar Towarzystwa Tatrzańskiego