Maciej
Pinkwart
Zakopiańskim
szlakiem
Walerego i Stanisława
Eljaszów
Mojej Córce – Joasi
Odcinek 2
W cieniu Matejki
Pierwsze malarskie prace Walerego Eljasza, wykonywane jeszcze podczas nauki w Krakowie, to pejzaże czy, jak to wówczas mówiono - krajowidoki. Poza tematyką krakowską, od pierwszych kontaktów z Tatrami do jego szkicowników trafiają widoki górskie czy motywy folklorystyczne. Po powrocie z monachijskich studiów poświęca się - poza tatrzańską - prawie wyłącznie tematyce historycznej. Powstają wtedy m.in. płótna Teofila Sobieska z synami u grobu Żółkiewskiego, Stopka królowej Jadwigi, kilka cykli ilustracji do utworów Wincentego Pola i Antoniego Malczewskiego oraz do Mickiewiczowskiego Pana Tadeusza. Obrazy trafiają na wystawy w Krakowie i Lwowie i natychmiast zyskują... nieprzychylną ocenę krytyki.
Nie tolerujący i nie uwzględniający żadnych uwag krytycznych, w wiecznej wojnie z recenzentami, Walery Eljasz był przekonany, że jest obiektem bezwzględnych, wręcz celowo organizowanych knowań, najpierw ze strony ojca i starszego pokolenia malarzy, nie rozumiejących nowych zasad sztuki, potem zawistnych rówieśników - partaczy, w końcu wreszcie malarzy młodych i krytyków młodą sztukę popierających. Zawsze był inny, zawsze - lepszy, i zawsze - nie doceniany.
Pracowałem bezustannie - pisał po latach w pamiętniku - zyskiwałem powoli zaufanie u ludzi i to mi wyrobiło imię u osób, co mnie bliżej poznały, ogół pozostał dla mnie obojętnym. Nie trzymałem się klamki pańskiej, przez to nie obchodził mój los nikogo z redakcyj pism konserwatywnych, nie włóczyłem się po knajpach, nie hulałem po ulicach, nie robiłem długów i nie próżnowałem, jak to czyni ogół artystów, więc nie znały mnie redakcje pism tak zwanych liberalnych!
Nie należy przez to rozumieć, że Walery Eljasz z pogardą odrzucał jakiekolwiek protekcje urzędowe czy arystokratyczne - krytykował je, bo ich nie miał. Lis i winogrona... Co nie znaczy, że o nie nie zabiegał: z początkiem 1873 r. przesłał w podarunku dla cesarza Franciszka Józefa akwarelę Żółkiewski pod Cecorą, za co otrzymał nawet podziękowanie z... krakowskiej dyrekcji policji. A tak krytykował w swych zapiskach Wojciecha Kossaka za utrzymywanie stosunków z dworem niemieckim! Według Eljasza jego rozliczni koledzy robili kariery, artystyczne i finansowe, wyłącznie dlatego, że mieli bogatych mecenasów, że byli popierani przez władze, że schlebiali kiepskim gustom publiczności, że drogą zawistnych intryg niszczyli lepszych od siebie, tj. Walerego Eljasza. Jego obrazy w galeriach i na wystawach zawsze wisiały krócej od innych, zawsze dawano im nieodpowiednie miejsce albo niekorzystne oświetlenie.
Jedną z przyczyn niedoceniania go przez ogół była - zdaniem Eljasza - działalność Jana Matejki i jego szkoły. Zaiste, niełatwo było specjalizować się w malarstwie historycznym w mieście, gdzie Matejko żył, tworzył i był otoczony niezwykłym kultem. Eljasz był jego otwartym przeciwnikiem, krytykując go i jako malarza, i jako człowieka. Zarzucał mu bałaganiarstwo i brak logiki w obrazach, niespójność tematyczną i formalną, a także rażące błędy kostiumologiczne i w ogóle historyczne. Symbolizm anegdoty historycznej Matejki i jego uczniów, mający działać przy pomocy irracjonalnych pierwiastków uczuciowych na widza, był według niego najgorszą stroną krakowskiej szkoły malarskiej, której mistrzem był Matejko. Owym pozaartystycznym i pozahistorycznym czynnikom przeciwstawiał Eljasz w swoich obrazach precyzję techniczną, absolutną wierność historyczną i niemal fotograficzną dokładność w przedstawianiu realiów.
Eljaszowe przeciwstawienie się Matejce miało charakter bardziej wewnętrzny i towarzyski, jeśli tak można powiedzieć. Krytyką artystyczną i takąż publicystyką na temat swoich współczesnych, o ile wiadomo, Eljasz się nie parał, w przeciwieństwie do innego wielkiego zakopiańczyka, ojca polskiej krytyki sztuki - Stanisława Witkiewicza, który Matejce poświęcił dwie osobne książki, gdzie mistrza sytuował co prawda na piedestale, ale umiarkowanie wysokim, nadto przeciwstawieniu się Matejkowskiej „majsterszuli” poświęcił sporą część swego sztandarowego dzieła Sztuka i krytyka u nas.
Walery Eljasz w spisku grupy Matejkowskiej upatrywał przyczyny niedoceniania swej twórczości. Patrząc na jego dzieła dziś - widzimy, oczywiście, wszystkie ich zalety historyczno-kostiumologiczne. Trudno wszakże dopatrzyć się w nich głębszych idei, artystycznej fantazji i owej „iskry bożej”, która decyduje o tym czy nałożone na płótno farby są wybitnym dziełem sztuki, czy też po prostu obrazem.
Wszystko, co powyżej napisano o twórczości artystycznej Eljasza, odnosi się do jego malarstwa historycznego, którym ze zrozumiałych względów nie będziemy się tu szerzej zajmować, odsyłając zainteresowanego Czytelnika do fachowego opracowania Andrzeja Szpakowskiego pt. Walery Eliasz Radzikowski (Kraków 1960). Inaczej ocenić należy jego prace pejzażowe (szczególnie tatrzańskie) i – zwłaszcza - rysunki.
Niejako pomostem między malarstwem historycznym a pejzażowym Eljasza jest jego twórczość sakralna. Można wątpić, czy podejmował tę tematykę pod wpływem ojca - raczej zwyczajnie dla zarobku. Prace Walerego Eljasza znalazły się m.in. w kościołach w Muszynie, Skawinie, Libiążu Wielkim i Kętach. Ale zapewne najbardziej znanym jego dziełem sakralnym jest polichromia w nowym kościele w Chochołowie, wzniesionym pod wezwaniem św. Jacka w latach 1853-1873 w stylu pseudogotyckim, obok drewnianego kościółka, pochodzącego jeszcze z czasów fundacji wsi z końca XVI w. Autorem projektu budynku był architekt Feliks Księżarski z Krakowa, a inicjatorem budowy i głównym fundatorem - urodzony w Chochołowie ksiądz Wojciech Blaszyński, przez 20 lat pełniący funkcję proboszcza w Sidzinie - jeden z najbardziej znanych i najpopularniejszych w XIX w. duszpasterzy Podhala. Wszakże z życiorysu tego duchownego najpowszechniej znany jest fakt jego tragicznej śmierci, właśnie na placu budowy kościoła Chochołowskiego.
Walery Eljasz, notując w swym Raptularzu informacje o historii budowy kościoła, przytacza opowiadanie naocznych świadków tej tragedii:
X. W. Blaszyński d. 11 sierpnia 1866 wychodził z głównych drzwi budującego się kościoła, gdy z przed facjaty zbudowanego rusztowania niepotrzebne belki zrzucał robotnik z góry. Opodal było kilku kamieniarzy. W czasie spadania kawałka belki widząc, że ksiądz pod nią idzie krzyknął robotnik, wylękniony ksiądz spojrzał w górę i nie wiadomo czy z sil opadłszy, czy się potknąwszy upadł na krawędź kamienia jakich wiele koło kościoła leżało i wymówiwszy: Jezus Maria, legł bez życia, nie uderzony wcale od belki, która obok padła, ale w skroń lekko lecz śmiertelnie ugodzony. Guz był w tym miejscu i nic więcej.
W czasie gdy Walery Eljasz przybył do Chochołowa - latem 1871 r. - budynek nowego kościoła był już ukończony. Strzelista budowla, dokładnie zorientowana według stron świata (prezbiterium na wschód) wznosiła się majestatycznie obok starego kościoła, przeznaczonego do rozbiórki. Ten stary, jeden z pierwszych na Podhalu - zręby najstarszej w nim kaplicy stawiał jeszcze Bartek Kluska, pierwszy Chochołowski sołtys w latach 80. XVI w. - od razu urzekł malarza i stał się tematem jednej z najlepszych akwareli Eljasza, znanej i cenionej do dziś. Ten styl malowania architektury i pejzażu, łączący dokumentalną dokładność z prawdziwym artyzmem, oddający naturę z techniczną maestrią i jednocześnie lekkością, będzie i w przyszłości najmocniejszą stroną jego twórczości.
Głównym wszakże celem pobytu artysty w Chochołowie było wykonanie fresków w nowym kościele, w jednej z jego kaplic. Malowidło na jednej ścianie przedstawia ks. Wojciecha Blaszyńskiego, ofiarowującego model kościoła Matce Boskiej za pośrednictwem św. Jacka - patrona świątyni Chochołowskiej. Tłem „akcji” jest pejzaż tatrzański. Na drugiej ścianie znalazł się św. Wojciech biskup, w otoczeniu polskich mieszczan, którzy słuchają jego nauk.
W ołtarzu tej kaplicy, poświęconej właśnie św. Wojciechowi, umieszczono dwa obrazy, przedstawiające męczeństwo św. Tomasza Apostoła i św. Wojciecha. Informacja na tablicy w kościele Chochołowskim głosi, że ich autorem jest również Walery Eljasz. Ale źródłowe opracowania (Tadeusz Szydłowski, Zabytki sztuki w Polsce, t. III, Warszawa 1938, A. Szpakowski, praca cytowana) podają, że obrazy te malował Wojciech Eljasz. Czyżby na czas wakacji 1871 r. Walery pogodził się z ojcem i jego sztuką? Czy uznał jego wyższość w specjalności kościelnej? A może to właśnie stary Eljasz wezwał syna do pomocy?
Dodajmy przy okazji, że same ołtarze w kościele Chochołowskim wykonano nieco później - autorem projektu ołtarza głównego (gotyckiego) i dwóch bocznych był dyrektor zakopiańskiej Szkoły Przemysłu Drzewnego Franciszek Neużil, a figury w nich wykonywał nauczyciel tejże szkoły Józef Galleth.
Walery Eljasz na początku swej samodzielnej drogi życiowej był człowiekiem głęboko wierzącym. Z upływem lat wszakże, pod wpływem rosnących kłopotów dnia codziennego, mizantropii i kompleksu niedoceniania, od religii coraz dalej odchodził. Może nie tyle od religii, ile od praktyk religijnych, wiary w dogmaty i - przede wszystkim - od Kościoła. W swym antyklerykalizmie (zdaje się jednak, że nie wychodził on poza cztery ściany własnego pokoju i karty własnego pamiętnika) jest Eljasz wprost obsesyjny - do ataków na księży i Kościół katolicki powraca w zapiskach co kilka stron, tym ostrzej się wypowiadając, im bardziej jego żona i córki popadają w dewocję: Skoro te nowe pokolenia zaczęły się otrząsać z tej ciemnoty i głupoty ubranej podstępnie w szatę Chrystusową i nabierać siły do zrzucenia niewoli obcej, to znowu zjawił się nasz wróg największy, ów szatan klerykalny i rozpostarł swoje panowanie, nawołując do „świętej wiary przodków”, aby ducha wolności zgnieść i naród spodlić, bo tylko spodlony nagnie kark do łańcucha [...], zatraci sumienie, miłość ojczyzny i bliźniego, a podda się panowaniu dwóch stanów z sobą na zawsze zbratanych, hierarchii kościelnej z uprzywilejowaną arystokracją. I znów na gmach nauki i wolności zapuści korzenie bat oprawny w relikwie świętych i herby rodów w tytuły książąt i hrabiów ustrojonych.
Obawa przed owym „zapuszczającym na gmach korzenie batem” i sytuowanie księży katolickich w pierwszym szeregu niszczących wolność i polskość męczenników nie przeszkodziło jednak Eljaszowi ani w przyjaźni z ks. Józefem Stolarczykiem, z którym nie tylko współdziałał w Zakopanem i Tatrach, ale który załatwiał mu liczne interesy, ani we współpracy z innymi księżmi-turystami (jak np. ks. A. W. Sutorem), ani wreszcie w zarobkowaniu u owych „dręczycieli ludu”. Właśnie w r. 1898, z którego pochodzi powyższy cytat, malował Walery Eljasz na zamówienie ks. proboszcza Kazimierza Kaszelewskiego, następcy Stolarczyka, bardzo dobry portret św. Andrzeja, umieszczony następnie w zaprojektowanym przez Edgara Kovátsa ołtarzu bocznym św. Antoniego w zakopiańskim kościele parafialnym przy Krupówkach. W 1901 r., kiedy nie znajdował dość słów krytyki dla międzynarodowej zmowy kleru światowego z zaborcami przeciwko Polsce - wykonał wielki obraz olejny dla kościoła Św. Jozafata w amerykańskim Detroit. Szczególnie nienawistni byli mu jezuici - może dlatego, że do 1893 r. przez lat kilkanaście wykonywał ilustracje do wydawanych przez ten zakon „Intencyj miesięcznych”...
Uderzanie w stół, nawet pięścią, jak wiadomo najczęściej prowadzi jedynie do odzywania się nożyc. Zło w kościele - wg Eljasza - bierze się stąd, że reprezentują go księża - mężczyźni, którzy oddziałują na kochające się w nich kobiety, niekiedy mężatki, godzinami przesiadujące w kościele pod pozorem modlitwy. A w gruncie rzeczy wpatrują się one w rumiane oblicza jakichś lalusi - księży, którzy w dodatku gromadzą bogactwa, opływają w zbytkach i walczą w obronie kast uprzywilejowanych.
I znów powyższa filipika zupełnie nie przeszkadza Eljaszowi w innym miejscu zachwycać się postawą księdza Blaszyńskiego, który cale swoje zgromadzone bogactwo przeznaczył na budowę kościoła w Chochołowie. Tak samo zresztą, jak tyrada na temat antynarodowych i współdziałających z zaborcami księży sąsiaduje na kartach jego zapisków z panegirykami na temat organizatorów antyaustriackiego Powstania Chochołowskiego - dwóch księży i organisty.
Pobyt w 1871 r. w Chochołowie zbliża Walerego Eljasza do górali i pozwala dostrzec ich zalety. Dotąd zajęty przeważnie wycieczkami górskimi - w Tatrach widział największą atrakcję swej wilegiatury. Teraz, pracując przy malowaniu kościoła, przygląda się bliżej Podhalanom. Fascynuje go Chochołów, już wtedy będący jedną z najpiękniejszych wsi polskich. Starannie zbiera wszystkie wiadomości dotyczące historii wioski i dziejów budowy kościoła, szczególnie interesuje się Powstaniem Chochołowskim. Badając liczne jeszcze wtedy ślady „poruseństwa” z 1846 r., wydobywając na światło dzienne osobiste zapiski owej wojny górali z cesarstwem austriackim, sięgając do wspomnień rodzin powstańców - nie wie, że rozpoczyna pracę, którą dokończy dopiero jego syn, mający w 1871 r. zaledwie dwa lata. Gdy dorośnie - ojciec będzie się nań skarżył, że „ukradł mu” sprawę Powstania.
Walery zgłębia też w Chochołowie tajniki gwary góralskiej, budownictwa podhalańskiego, własności góralskich na Podhalu i w Tatrach, docieka etymologii nazwy Giewontu i chochołowsko-zakopiańskiego rodu góralskiego Giewontów. Także na kartach Raptularza rozpatruje zagadnienia estetyki góralskiej:
Poczucie piękna objawia się u ludu tatrzańskiego między innymi rzeczami w zdobieniu sprzętów domowych. Stąd stołkom, stołom, szafkom nadają kształty według ich pojęć wymyślone. Widziałem starego górala, który zrobiwszy za młodu kolebkę dla swoich dzieci, a nagle go potrzeba zaskoczyła, że nie miał czasu dokończyć boków przedniego i tylniego w linie wyginane i musiał tymczasem z prostymi krawędziami kolebką się zadowalniać. Potem dla użytku dalszej rodziny pożyczył kolebki i tak dużo czasu upłynęło, że o niej zapomniał. Gdym ja przybył z żoną i dziećmi do Zakopanego, a odbywając wprzód podróż dalszą po kąpielach nie mógł z sobą z Krakowa zabrać kolebki dla mej maleńkiej Zosi, gospodarz Wojciech Janik, stary ex kościelny, u którego stanęliśmy na mieszkaniu, chcąc naszemu życzeniu odpowiedzieć przypomniał sobie o swojej kolebce, po kłębku doszedł, gdzie się znajduje, odebrał i zobaczywszy niedobre krawędzie zaraz się zabrał do wyrzeźbienia nie mogąc znieść prostej jej struktury.
Przy ulicy Kościeliskiej, w istniejącym do dziś zabytkowym domu rodziny Janików (Kościeliska 39) na przełomie lat 60. i 70. powstają szkice i projekty Eljasza do prac tatrzańskich - pejzaży i scen rodzajowych. W jeszcze większej mierze tematyka ta zajmie go w latach późniejszych.
Większość dzieł malarskich Walerego Eljasza uległa rozproszeniu, sporo zaginęło. Na szczęście w archiwach zachował się odręczny spis obrazów, sporządzony przez artystę na kilka miesięcy przed śmiercią. Ze spisu tego przytaczam tytuły dzieł związanych z Tatrami i Podhalem. Tam, gdzie nie zaznaczono inaczej - prace wykonane są techniką olejną.
1861 - Czarny Staw Gąsienicowy (akwarela), Zawrat (akwarela), Giewont (akwarela);
1862 - Czerwony Wierch (akwarela), Zawrat (akwarela), Kościół drewniany w Zakopanem;
1868 - Zagroda tatrzańska;
1869 - Pasterze tatrzańscy, Górale, podążający na jarmark;
1870 - Powrót z jarmarku, obrazek tatrzański;
1871 - Zagroda tatrzańska (akwarela), Kościół w Chochołowie (akwarela);
1875 - Z życia w Tatrach, Dolina Kościeliska;
1878 - Przewodnik tatrzański w drodze na Polski Grzebień;
1879 - Brama Kraszewskiego w Dolinie Kościeliskiej;
1881 - Widok Giewontu od Zakopanego (oryginał i kopia), Morskie Oko (oryginał i kopia), Dolina Kościeliska, okolica Organów;
1882 - Widok do doliny Kościelisk w Tatrach, Droga do Tatr koło św. Krzyża;
1885 - Przewodnik tatrzański;
1893 - Z nad brzegów Morskiego Oka, Pod Mnichem nad brzegiem Morskiego Oka, Studium pasterki Hanki Gomboskiej, Chata za wodą w Zakopanem, Juhasik w Zakopanem, Widok z Rusinowej Jaworzyny, Odpoczynek góralki w Tatrach;
1894 - W podniebnej krainie - juhas z owcami;
1895 - Kłusownik w Tatrach, Sabała na wierchu grający, Targ w Zakopanem (akwarela), Nowiny ze wsi na hali, W niedzielę do kościoła, Pastuch na Opalonem przed słotą, Nad brzegiem jeziora, Przed burzą pod skalą, Dudarz karpacki, Przed kaplicą w Zakopanem, Rysy z grani we Wysokiej;
1896 - Bacówka w Tatrach, Boginka tatrzańska, Targ w Zakopanem, Żagnienie gór w Zakopanem, Z obońkami, Dwaj juhasi na upłazie, Żebrak tatrzański w zimie;
1897 - Na góralską nutę, Morskie Oko o wschodzie słońca;
1898 - Zbójnicy tatrzańscy, Czarny Staw Gąsienicowy w Tatrach;
1899 - Pisana w Kościeliskach, Juhas na hali w czasie mgły, Rysy i Waga;
1900 - 10 akwarel do podania o Królu Wężów;
1902 - Dolina Białej Wody w Tatrach;
1903 - Morskie Oko w formacie kolistym, Taniec zbójnicki w Tatrach (akwarela), Juhas z owcami w okolicy Morskiego Oka;
1904 - Wycieczka na Halę Gąsienicową, Przybycie nad Morskie Oko, Dwaj juhasi na Liliowem, Góralka z obońkami w drodze na Halę Gąsienicową, Sabała gęślarz na tle lasu, Góralka z obońkami (akwarela) Dwaj juhasi w Tatrach (akwarela).
Spis ten, rzecz jasna, nie uwzględnia wszystkich prac, zwłaszcza akwarelowych -jedynie te, które autor uważał za szczególnie udane.
Mimo krytycznych na ogół recenzji, jakie dzieła Eljasza otrzymywały w prasie, ich popularność była spora. W Wiedniu z kilka obrazów wykonano oleodruki, które - z uwagi na swe walory patriotyczne i historyczne - w tysiącach sztuk rozchodziły się po całym podzielonym kordonami kraju. Największe powodzenie miały Przysięga Kościuszki, Obrona Krakowa pod wodzą Stefana Czarnieckiego, Chodkiewicz pod Chocimiem, zaś fotograficzne kopie Męczenników na Podlasiu - obrazu przedstawiającego zbrodnie wojsk rosyjskich popełniane na unitach - wielokrotnie konfiskowano jako niecenzuralne na terenie Królestwa i prowincji zabranych.
Tematyka historyczna i tatrzańska przyniosła Eljaszowi uznanie także i poza granicami Polski, nawet w Ameryce. Jednakże względne powodzenie trwało krótko, u progu lat 70. Potem znów na scenie pojawił się skłócony z całym artystycznym Krakowem ojciec, już nie krytykujący Walerego, a przeciwnie - utożsamiający się z nim niejako - niechęć środowiska przeniosła się bowiem z ojca na syna, który zresztą w stosunkach z innymi ludźmi był jego nieodrodnym dzieckiem. „Utożsamianie się” z Walerym Wojciech Eljasz brał niekiedy dosłownie - przechwytując jego zamówienia, które następnie sam realizował. Podpisując te swoje nieszczęsne knoty „W. Eljasz” psuł synowi reputację także i artystyczną.
Przygnębiony tym wszystkim, zamierzał Walery Eljasz w 1871 r. przenieść się z Krakowa do Wielkopolski. W Poznaniu był ceniony, współpracował z kilkoma wydawcami jako autor i ilustrator, a nawet po latach wydał tam za mąż swoją najstarszą córkę Zofię — na jej i swoje nieszczęście. Jednakże, za namową rodziny i kolegów odstąpił od zamiaru przeprowadzki, a w 1872 r., głównie dzięki wstawiennictwu księdza Janoty, otrzymał posadę profesora rysunków w krakowskim Gimnazjum św. Anny i zyskał w ten sposób niewielki, ale stały dochód. Pensja roczna 625 guldenów stała się odtąd ogniwem nierozerwalnym między mną a Krakowem, że już o przeniesieniu się z mej siedziby nie było mowy — wspomina w pamiętniku. 26 listopada tegoż roku Walery Eljasz złożył przysięgę profesorską, przyrzekając należycie pracować, z kolegami zaś zgodę i dobre porozumienie dla dobra zakładu i uzyskania jedności działania zachowywać —jak stwierdzała rota przysięgi, oraz przy egzaminach i ocenianiu wiadomości uczniów z sumienną surowością i bezstronnością postępować i we wszystkim jedynie tylko na prawdziwe dobro zakładu, przy którym będziesz postawionym, zważać będziesz i że się od wypełniania tych obowiązków ani chęcią lub niechęcią, ani też żadnymi jakiegobądź rodzaju względami ubocznymi nigdy odwieść nie dasz.
Od 1876 r. równolegle uczył Eljasz rysunku w żeńskim seminarium nauczycielskim. Pracy pedagogicznej (4 godziny tygodniowo w seminarium i 6 godzin w gimnazjum) poświęcał wiele uwagi, był nauczycielem cenionym i otoczonym szacunkiem uczniów i — zwłaszcza — uczennic. Szczególnie w latach 80., gdy Eljasz stał się znanym autorem dzieł tatrzańskich i jednym z czołowych działaczy turystyki, garnęli się doń młodzi miłośnicy Tatr, jakich nie brakowało w krakowskim gimnazjum. Ale po 19 latach pracy Eljasza, po uzyskaniu przezeń dwukrotnie dekretów pochwalnych — krakowska rada szkolna szukając oszczędności właśnie jemu zredukowała pensję o przeszło połowę, spodziewając się, że nauczyciel tak „nieważnego" przedmiotu zaakceptuje nowe warunki płacy, przy tych samych obowiązkach. Eljasz jednakże odwołał się od tej decyzji, a gdy apelację odrzucono — rozgoryczony, 30 września 1891 r. rozstał się z gimnazjum, pozostając jedynie na nie zmienionym etacie w seminarium.
Odtąd przez wiele lat będzie z coraz większym trudem wiązać koniec z końcem, żyjąc dość ubogo z liczną rodziną: po Stanisławie, w 1870 r. urodziła się Eljaszom córka Zofia, w 1874 r. - Helena. Czwarte dziecko żyło tylko miesiąc, zaś piąte - córka Wanda, urodziła się w 1881 r. i w wieku 8 lat zaczęła chorować na gruźlicę kości. Głównymi źródłami dochodu Walerego Eljasza pozostały - posada w seminarium (którą zajmował aż do 1902 r., kiedy to stan zdrowia zmusił go do dymisji) oraz „praca własnych rąk”, jak nazywał swoje zajęcia malarskie i literackie.
W 1895 r. kłopoty finansowe powiększyły się jeszcze przez zięcia z Poznania, Kazimierza Siemianowskiego, który popadłszy w długi, zażądał pomocy od rodziny. Walery Eljasz zaciągnął więc pożyczkę u swego teścia, którego nie lubił, by przekazać 3 tys. marek swemu zięciowi, którego nie lubił jeszcze bardziej. Zresztą, z uzasadnionych przyczyn: pożycie Zofii z mężem układało się źle, i to pod każdym względem. Eljasz bez trudu, jak zawsze, odnajdywał przyczynę tego stanu rzeczy: Gdy się oświadczył o rękę córki, wstręt uczułem z tej strony doń, że jest szlachcicem, co w moich oczach jest ujmą, ale starano się go mnie tak korzystnie przedstawić, że jakoś to piętno szlacheckie zeszło m z głowy. A przecież ów wstręt okazał się usprawiedliwionym. Polski szlachcic należy do rasy zwyrodniałej.
Zadziwiające, w jak różny sposób kompleks niższości na tle pochodzenia społecznego objawiał się u ojca i u syna. Walery Eljasz gdzie mógł atakował szlachtę, kler i arystokrację (tak krwi, jak pieniądza), zaś Stanisław starał się we własnej rodzinie szlachectwa (Radzikowscy z Radzikowa) i herbowość („Ogończyk”) podkreślać. Obaj, walcząc z tytułami u innych, nigdy nie zapominali o własnych - profesorskim (z gimnazjum) u Walerego, doktorskim u Stanisława.
Na skutek złej kondycji materialnej i postępującego rozgoryczenia i mizantropii Walery próbuje uogólniać swój przypadek, widząc go jako egzemplifikację zła szerzącego się w całej Europie. To z kolei jest powodowane przez militaryzację. Brak pieniędzy na oświatę i kulturę, robi się oszczędności na pensjach nauczycielskich po to, by więcej móc wydawać na armaty i fortece. Jedynym prądem, który militaryzmowi może się przeciwstawić, jest socjalizm, który Eljaszowi wydaje się panaceum na wszystko, włącznie z intrygami szkoły Matejki. Jak tu robotnikowi prostemu brać za złe, że on pragnie zmiany obecnych stosunków, kiedy tacy jak i ja, wyglądają z niecierpliwością przewrotu społecznego! - notuje w pamiętniku. A w innym miejscu: Dwa obozy ludowe, różniące się między sobą tylko barwą, dzierżą w swoich rękach naszą przyszłość. Jeden zwie się stronnictwem ludowym, a członkowie jego ludowcami, drugi socjalną demokracją, wszystkich do niego należących mianowano socjalistami. Oni to mają stary porządek zburzyć, aby na jego gruzach nastała prawdziwa swoboda z rządem republikańskim.
Niebawem druga z córek, Helena, wyszła za mąż i przeniosła się do Lwowa. Odtąd rodzina w większym gronie spotykała się na ogół tylko latem w Zakopanem. Co prawda, znienawidzony zięć poznański, Kazimierz Siemianowski, w 1900 r. zmarł i Zofia, po wcześniejszej stracie 10-miesięcznej córki powróciła z dwoma synkami do domu rodziców, ale tak ona, jak i jej matka, na skutek przejść osobistych popadły w dewocję, co poczęło oddzielać Walerego Eljasza od jego ukochanej dotychczas żony Natalii. Ujawniła się zasadnicza, a niewidoczna dotąd różnica temperamentów. Konkluzje z tego stanu rzeczy także mają charakter polityczny:
Kobieta w tej chwili zawiodłaby mnie nawet w otchłań. Nie ma potęgi, któraby nie uległa sile wdzięków kobiecych. Nie ma jej koło mnie, żona moja już zatraciła w sobie wszelką namiętność, dewocja jej zastąpiła wszystko, z oczów ulotnił się ogień, krew zastygła, odmawia ciągle pacierze, jedne i te same po raz tysiączny powtarza z książki do nabożeństwa komunały, raz w raz chodzi do spowiedzi, pości, klęczy całymi godzinami i wzorowo prowadzi gospodarstwo domowe. We mnie jeszcze wre krew, gdyby dziś było powstanie, natychmiast poszedłbym z bronią w ręku mordować wrogów Polski. Gdyby się powtórzył rok 1848, budowałbym barykady i walczył o wolność ludów - teraz inne czasy, legalnie walka ma się toczyć. Bój fizyczny o prawa narodu zastępuje walka - wyborcza!
A więc i w niej biorę udział, agituję, pobudzam do energii gromady mieszczan, piszę programy wyborcze [...].
Ale aktywność polityczna i współpraca z redaktorem Bolesławem Wysłouchem w założonym w 1895 r. Stronnictwie Ludowym, nie mająca trwałego podłoża ideowego, a jedynie wywołana frustracją - zakończyła się ostatecznie w 1901 r. Jak zwykle u Eljaszów - radykalnie, z zerwaniem znajomości z zasłużonym twórcą ruchu ludowego.
Jedno, co pozostawało niezmienne, w co wierzył i co kochał do końca - to były Tatry. Trudy wycieczek rozładowywały wzburzone namiętności, widok gór goił „rany na duszy zadane”, nawet wspomnienia tatrzańskie, przywoływane w myśli, w sztuce czy w uprawianej od 1890 r. fotografii - pozwalały uciec choć na chwilę od trosk życia codziennego.
Dzięki Tatrom wreszcie zdobył największą popularność jako autor poszukiwanych, cenionych, jedynych w swoim rodzaju rysunków o charakterze ilustracyjnym, przeważnie o tematyce górskiej i podhalańskiej. Zdobił nimi własne artykuły i książki, stale ilustrował czasopisma „Kłosy”, „Diabeł”, „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego”, sporadycznie „Tygodnik Ilustrowany” i „Biesiadę Literacką”, czasem nawet pisma zagraniczne - czeskie i węgierskie. Dokumentalne, choć nieco zwertykalizowane (o przedłużonych w pionie proporcjach) rysunki z Tatr - widoki szczytów i stawów, panoramy, wizerunki górali, sceny z życia pasterskiego, obrazki zakopiańskie trafiły wszakże do największej liczby osób w postaci projektowanych przez Eljasza widokówek czy, jak to wówczas mawiano - korespondentek, niezwykle popularnych na przełomie XIX i XX w. Wykonał on ich kilkadziesiąt wzorów, współpracując z rozmaitymi wydawnictwami w Krakowie i Warszawie, a także z dwoma sklepami w Zakopanem, prowadzącymi sprzedaż pamiątek i uprawiającymi działalność nakładczą - J.F.M. Komendzińskiego i St. Ciszewskiego, dla których zaprojektował kilka serii akwarel i rysunków. Położone przy Krupówkach firmy sprzedawały także papeterię tatrzańską - papier listowy z winietkami Walerego Eljasza.
W młodości zazwyczaj szkicował widoki podczas wycieczek w notatniku, w domu przenosząc obraz na sztalugi. Czasem malował wprost w terenie. Po opanowaniu sztuki fotograficznej - malował z własnych zdjęć, wykonywanych w terenie, w domu lub w atelier. Zachowała się cała seria roboczych fotografii, na których rodzina, górale czy znajomi turyści pozują przed domem, często z zastępczymi rekwizytami (ciupaga zamiast strzelby, miotła zastępująca kij alpejski czy nawet biskupi pastorał) do znanych później z „pełnych wersji” obrazów.
Ilustracje (w tym wiele do książek historycznych) i owe korespondentki były u schyłku życia głównym - i wcale nie najgorszym - źródłem dochodu Walerego Eljasza. Były także niezbędnym uzupełnieniem jego bogatej działalności literackiej i naukowej.